slider

czwartek, 24 marca 2016

Pędź ślimaku! Pędź!


Różnym zwierzętom zdarzało się już pędzić. Do tej pory w planszowym świecie pędziły już żółwie, pędziły też jeże. W obu przypadkach poganiał te biedne i raczej nie słynące z zawrotnych prędkości Reiner Knizia razem z wydawnictwem Egmont. W tym roku postanowił popędzić kolejne powolne stworzonka. Tym razem w szranki o tytuł najszybszego zjadacza grzybków stanęły... ślimaki. Ach zażarty jest to wyścig, bowiem te zadziorne mięczaki, nie cofną się przed niczym, nawet brutalnymi przepychankami. Wszystko aby zasmakować jak najwięcej borowików!


A wiec na rynku pojawiła się kolejna gra planszowa z cyklu pędzących zwierząt. Już pierwszy rzut oka na pudełko pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z duchową kontynuacją egmontowego hitu, jakim są "Pędzące żółwie". Zresztą po jego otwarciu tylko utwierdzimy się w tym przekonaniu. Ponownie znajdziemy długą prostokątną planszę, tym razem przedstawiającą runo leśne, na której trasa wyścigu przebiega po listkach i grzybach. Ponownie natkniemy się też na drewniane pionki przedstawiające tytułowe zwierzaki. Dodatkowo znajdziemy też 5 kart, pięć kolorowych kostek oraz żetony grzybków. Wszystko jest kolorowe i dobrze wykonane. Ewidentnie też widać od razu ten sam styl grafiki co w innych pędzących grach. Nie powinno to zresztą dziwić, biorąc pod uwagę że odpowiada za nią ta sama osoba, czyli Rolf Vogt. Jedyny zarzut jaki mam, będący przy tym kompletną pierdółką, to brak spiralek na pionkach ślimaków. Wypadają bowiem o wiele słabiej od zdobionych w ten sposób żółwi i bardziej szczegółowych jeżyków.


Zasady zgodnie z tradycją serii są naprawdę banalnie proste. Zresztą nikogo to nie zdziwi, jako że gra została stworzona z myślą o najmłodszych. A zatem w skrócie: Na początku rozdajemy każdemu kartę z dwoma ślimakami. Gracze nie zdradzają kolorów ślimaków na karcie. Niezależnie od liczby graczy kładziemy pięć pionków na liść startowy i możemy zaczynać. Osoba rozpoczynająca rozgrywkę rzuca wszystkimi pięcioma kostkami, a następnie wybiera jedną z nich i przesuwa odpowiadającego jej ślimaka o wyrzuconą ilość oczek. Następnie odkłada na bok tę kostkę, a kolejny gracz w swoim rzucie ma do dyspozycji już tylko cztery. W momencie gdy komuś zostanie już tylko jedna kostka, dobiera z puli pozostałe i rzuca wszystkimi. W momencie gdy na kostce wypadnie rysunek ślimaka, możemy przesunąć odpowiedni pionek o dwa pola i nie odkładać na bok tej kostki. Pozostaje ona w grze. W momencie gdy ślimak, którego przesuwaliśmy, wpełznie na pole zajmowane przez innego mięczaka, przepycha go o jedno pole do tyłu, a my dostajemy jeden żeton z grzybkiem (punt zwycięstwa). Zasada ta nie działa na polu z grzybkiem. W zamian za wejście ślimakiem na grzyba również otrzymujemy żeton. Gra kończy się w momencie, gdy któryś ślimak dotrze na ostatni listek. Wtedy odkrywamy nasze karty i przyznajemy graczom dodatkowe punkty za końcową pozycję. Zatem jeśli któryś ze ślimaków przedstawionych na naszej karcie jako pierwszy dopełzł do mety, otrzymujemy 5 punktów. Za drugie miejsce dwa punkty. Natomiast za ostatnie, z całą pewnością honorowe dla ślimaka miejsce, uzyskujemy 3 punkty. Oczywiście grę wygrywa osoba z największą ilością punktów.


Jak pędzące mięczaki sprawdzają się w praniu? Szczerze mówiąc bardzo dobrze. Gra jest na tyle prosta, że spokojnie pojmie ją każdy maluch, a jednocześnie ma na tyle intrygującą mechanikę blefu, że i dorośli nie zanudzą się przy niej. O dziwo mimo prostoty reguł, w grze podejmujemy całkiem sporo decyzji. Jeśli wyczujemy, że ktoś ma na karcie konkretny kolor ślimaka, możemy go blokować poprzez wybieranie jego kości w momencie gdy wyrzucona została na niej mała ilość oczek. Musimy też zastanowić się, czy chcemy zdobyć punkty za grzybki lub przepychanki, czy raczej wysforować na prowadzenie ślimaka, który zapewni nam punkty. Ryzykujemy przy tym jednocześnie zdradzenie się przed przeciwnikami. Warto też wspomnieć, że mechanika przepychania doskonale pasuje do tematu gry, co jest swoistym ewenementem w przypadku Reinera Knizii. Przez ustawiczne cofanie się pionków faktycznie mamy wrażenie bycia świadkami wyścigu ślimaków ;-) Co ciekawe jest to pierwsza gra z serii pędzących zwierząt, która została zaprojektowana właśnie w tej formie. Żółwie były przecież pierwotnie żabami, a jeże zaczynały jako niedźwiedzie, by później przemienić się w strażaków. Ślimaki były zaś od początku ślimakami. 


Szczerze mówiąc ciężko mi zarzucić coś tej grze. Mógłbym ponarzekać, że dorośli raczej nie będą chcieli spędzić przy niej całego wieczoru, ale przecież zdecydowanie nie taki był zamysł autora. Do tego mimo że grupą docelową tytułu są z całą pewnością dzieci, to zadziwiająco podobnie jak było z żółwiami, gra idealnie nada się jako filler, a nawet imprezówka dla dorosłych. A jak ślimaki wypadają na tle swoich poprzedników? Moim zdaniem są ciekawsze od lekko przekombinowanych jeżyków. Natomiast jeśli chodzi o żółwie, to tutaj decyzja jest dużo trudniejsza. Obie gry są bardzo przyjemne i chyba nie dam rady zdecydować, która jest lepsza. Dlatego wciąż pozostaje nam czekać na kolejną grę z serii, która zdecydowanie przebije poprzedniczki, a nie tylko dorówna do ich poziomu. W razie czego mam już nawet pomysł! Gąsienice, które w trakcie gry zamieniałyby się w motyle! Kto jak kto ale Reiner Knizia z pewnością da radę coś stworzyć z tego pomysłu ;-)


A zatem podsumujmy. Jeśli szukacie jakiejś ładnie wydanej gry dla dzieci, przy której dodatkowo nie wynudzicie się jak bardzo znudzone mopsy, to śmiało polecam spróbować. Jeśli rzadko gracie z dziećmi ale chcielibyście mieć w swojej kolekcji jakiś banalnie łatwy fillerek dla początkujących graczy, też spróbujcie, bo a nuż was urzeknie. Chcecie zabrać jakąś grę na wyjazd? Śmiało, ślimaki zajmują niewiele miejsca, a rozrywka trwa dosłownie chwilę. Wiem że nie jest to tytuł dla absolutnie każdego, ale naprawdę gra potrafi zadziwić nawet zaawansowanych miłośników gier planszowych :-)

Plusy:
+ Świetna rozrywka dla całej rodziny
+ Zaskakująco dobrze sprawdza się w dorosłym gronie i na imprezach
+ Zachowano spójność graficzną z resztą serii
+ Może wleczesz się jak ślimak ale kombinujesz z prędkością światła ;-)

Minusy:
- Pionki mogłyby być ciut ładniejsze



Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz