slider

poniedziałek, 29 lutego 2016

Planszówkowy Hack&Slash

Poza grami planszowymi mam sporo innych hobby. Długo można by je wymieniać. Na jedne poświęcam więcej czasu na inne mniej. Jednak dwa najstarsze i jednocześnie dalej bardzo aktywne to oglądanie anime i granie w komputerowe gry RPG. O ile z reguły bardziej lubię grać w tytuły z mocno zarysowaną fabułą jak Baldur's Gate czy choćby seria Elder Scrolls, to nie pogardzę też dobrym RPG akcji jak chociażby Titan's Quest czy król gatunku Diablo 2 (oj ileż godzin na to zmarnowałem ;-) ). Dlatego też z ogromną ciekawością podszedłem do gry Super Dungeon Explore, a w zasadzie do niezależnego dodatku do niej czyli Super Dungeon Explore: Forgotten King. Łączy on w sobie właśnie stylistykę anime (spójrzcie tylko na te chibi figurki) oraz bieganie i rozwalanie każdego potwora, który tylko wejdzie nam w drogę, a następnie szabrowanie niesionego przez niego losowego dobytku. Tak więc załatwiłem sobie ogromne pudło z grą, spędziłem duuużo czasu na rozgrywki i teraz mogę podzielić się swoją opinią na jej temat. Zapraszam do lektury.


Klasyczny akapit poświęcony zawartości pudełka, zostanie w tym przypadku zastąpiony peanami na cześć tego co się w nim znajduje. Pudełko, mimo że całkiem duże, wypełnione jest po brzegi cudownościami. Mamy tu grube, dwustronne tekturowe płytki terenu. Kilka talii kart różnych rozmiarów. Przezroczyste customowe kostki w trzech różnych kolorach. Tony tekturowych żetonów (najdłuższe wyciskanie żetonów w historii mojej kolekcji). Ale przede wszystkim mamy tu figurki. I to jakie figurki. Duże, szczegółowe, solidne. Przedstawiające bohaterów, potwory, potężnych bossów, pomagające nam zwierzęta, a nawet skrzynki ze skarbami (również w zębatym wariancie ;-) ). Do tego w stylu chibi. Zawsze gdy na nie patrze myślę sobie: "poczekajcie, już ja się nauczę was malować". A gdy już je pomaluje to ustawie je w przeszklonej gablotce i będę na nie patrzył, bo takie są rewelacyjne! Szczerze mówiąc to SDE: Forgotten King jest zdecydowanie najładniej wykonaną grą w mojej kolekcji. Żałuje że przegapiłem kampanię na kickstarterze, ponieważ wtedy dostałbym jeszcze drugie pudło wypełnione cudownościami. Całość świetnie wygląda już w pudełku, a po rozłożeniu wywołuje efekt WOW!


W pudełku znajdziemy jeszcze książeczki z instrukcjami. Słowo książeczki zostało użyte tutaj celowo. I ponownie wywołują one efekt WOW, ale zdecydowanie w innym sensie. Mamy tu bowiem do czynienia aż ze 108 stronami (8 stron szybkiej nauki zasad, 22 strony wprowadzające na w realia świata Crystalii, 34 strony instrukcji klasycznego trybu i 42 strony z regułami trybu arcade). Niemało. Potrafi to nieźle zniechęcić do gry przed pierwszą rozgrywką. Zasady jednak o dziwo nie są przesadnie skomplikowane i da się je dość szybko wytłumaczyć nowym graczom. Twórcy umożliwili grę w Forgotten King w dwóch trybach. Pierwszy to tryb klasyczny, znany chociażby z Descenta, w którym jeden z graczy wcieli się w rolę Mrocznego Konsula i to on będzie kierować żądnymi krwi bohaterów bestiami, podczas gdy pozostali gracze będą starali się go pokonać. Drugi tryb to prawdziwa kooperacja, gdzie każdy gracz steruje bohaterem, a o ruchach potworów decydować będą karty. Nawet nie próbuję podjąć się zadania streszczenia reguł w jednym akapicie recenzji, jak ma to zazwyczaj miejsce, mijałoby się to z celem. Napiszę więc tylko, że podczas rozgrywki bohaterowie będą mogli przemieszczać się po lasach Fae, atakować potwory, używać sporej ilości rozmaitych podstawowych akcji takich jak: eksploracja, leczenie, otwieranie skrzyń czy rozbrajanie pułapek. Ponadto każdy bohater ma inny zestaw atrybutów i unikalnych akcji, które przyjdzie mu wykorzystywać w trakcie walki. Gracz sterujący Mrocznym Konsulem będzie miał do swojej dyspozycji rzesze potworów zaczynając od nędznych minionów, poprzez elitarne potwory i mini-bossów, a kończąc na potężnym głównym bossie, którego bohaterowie muszą pokonać, aby wygrać grę. Potwory również mają specjalne umiejętności i nie zawahają się ich użyć aby zgładzić śmiałków. Bestie przyzywane będą za pomocą tzw. spawn pointów i to właśnie ich zniszczenie będzie decydować o pojawieniu się bossów. O skuteczności ataków i akcji obu stron konfliktu, będą decydować rzuty kostkami. Będziemy turlać praktycznie przez całą grę, zarówno podczas ataku, obrony, rzucania czarów, jak i wykonywania większośći akcji. 3 kolory kostek symbolizują ich jakość od najsłabszych niebieskich, poprzez średnie czerwone, do najsilniejszych zielonych. Na każdej poza zielonymi może jednak wypaść zero oczek. Ilość i rodzaj naszych kostek zależy od atrybutów naszego bohatera/potwora oraz noszonych przedmiotów w przypadku bohaterów. Kurcze, nawet nie chcąc opisywać zasad wyszła mi masa tekstu. Aby podsumować ten akapit napiszę tylko, że instrukcja napisana jest przejrzyście i po pierwszym jej czytaniu będziemy mogli śmiało usiąść do gry. Z racji mnogości zasad, przez pierwsze kilka rozgrywek będziemy oczywiście często potwierdzać reguły zaglądając do instrukcji, ale i tak nie jest tak źle jak mogłoby się wydawać po jej objętości.


Kilka słów należy się również trybowi arcade (kooperacyjnemu), jako że jest to główna wprowadzona nowość w tym tytule. Niestety moim zdaniem jest on przesadnie skomplikowany. Instrukcja jest o ponad 10 stron dłuższa niż w przypadku trybu klasycznego. Jest tu jeszcze więcej reguł do zapamiętania i o ile w przypadku grania z Mrocznym Konsulem to on musiał pamiętać wszystkie zasady, tak tutaj to gracze będą musieli się tym zajmować. Do tego ogarnianie jak mają poruszać się potwory, w jakiej kolejności przebiega ich aktywacja, kogo zaatakują w tej turze, potrafi odebrać radość z gry. Dlatego też oceniać będę tryb klasyczny, gdzie owszem wszystkim tym dalej zajmuje się gracz, ale tym razem jednak jeden i na dodatek on też czerpie satysfakcję mogąc załatwić kilku bohaterów.  Plusem trybu kooperacyjnego jest możliwość gry solo, ale w przypadku tak dużej gry moim zdaniem nie wypada to najlepiej. No bo bądźmy szczerzy, kto chciałby siedzieć samemu 4-6 godzin i przesuwać figurki, co chwilę zaglądając do instrukcji i sprawdzając czy dobrze zapamiętał zasady ruchu/ataku potworów (próbowałem, nie polecam)


Gra po kilku pierwszych rozgrywkach przebiega sprawnie i daje dużo frajdy. Jest mocno klimatycznie i przyznaję, że gdy dochodzi do finałowej walki, emocje sięgają zenitu zarówno po stronie bohaterów jak i po stronie Konsula. Piękne momenty takie jak gracz uciekający przed zębatą skrzynią, pozostaną na zawsze w mojej pamięci ;-) Muszę przyznać, że tytuł świetnie sprawdził się jako wprowadzenie w świat dungeon crawlerów dla względnie początkujących graczy. Każdy chwalił figurki i stopniowo coraz bardziej wczuwał się w postać. W raz z postępem gry coraz częściej gracze rzucali kostkami na stojąco i wydawali okrzyki radości gdy udał się jakiś wyjątkowo trudny atak. Relatywnie proste zasady i śliczne kolorowe wykonanie powinny zachęcić osoby, które mógł wystraszyć chociażby klimat fantasy w Descencie.


Dodatkowymi atutami jest też zróżnicowanie potworów i ich umiejętności w samej podstawowej wersji gry. Mamy tu m.in. żabich jeźdźców atakujących ofiary doskakując do nich na wielkich ptaszydłach, czy liściaste stwory strzelające do graczy z pietruszek czy innych rzodkiewek. Moim faworytem natychmiast stał się Sprout, który w momencie śmierci zamienia się w krwiożerczą roślinę, która przyciąga bohaterów i zjada słabsze potworki aby się uleczyć. Dodatkową zaletą są flavuor teksty na kartach. Jeśli bowiem poświęcimy odrobinę czasu na ich przeczytanie, to odpłacą nam dodatkową porcją klimatu i przydadzą głębi fabule gry. Kolejny mały plus należy się za humor. Umiejetność "In your pants" wściekłych wiewiórek, czy nazwanie kurczaka Colonelem (nawiązanie do Colonela Sandersa z KFC) to prawdziwe mistrzostwo. Natomiast ktoś kto nazwał kociego peta Admirałem Puchatym Zadkiem jest prawdziwym geniuszem (jeśli przygarnę kiedyś kolejnego kota to zdecydowanie tak go nazwę :-) ).


Żeby nie było aż tak kolorowo, to gra ma trochę minusów. Przede wszystkim bardzo długi czas trwania, ponieważ w pełnym składzie osobowym będzie to ok 6 godzin, a w przypadku pierwszych rozgrywek nawet i więcej (nam zajęło 8 godzin!). Nie każdy lubi tak długie gry, chociaż pewnie dla niektórych będzie to plus. Do tego jest tu bardzo dużo rzucania kośćmi. Pomijając kwestię losowości, która w przypadku tej gry nie jest drażniąca i nie uważam jej za minus, to rzucanie kostkami w przypadku prawie każdej akcji przez 6 godzin może trochę nużyć. Nie są to jednak duże wady i szczerze mówiąc wątpię czy odstraszą kogoś, kto chce sprawić sobie lekkiego dungeon crawlera na początek przygody. Zaznaczam jednak że trzeba się liczyć ze sporymi wydatkami, ponieważ twórcy zadbali o regrywalność... ale za pomocą dodatków. O ile więc nie jesteście szczęśliwymi posiadaczami wydania z kickstartera, dość szybko będziecie chcieli urozmaicić sobie grę, wprowadzając nowych bohaterów, bossów, przedmioty i hordy potworów. A nie są tanie. Ale to też nie powinno odstraszyć nikogo zdecydowanego. Jedyne na co mogę ponarzekać to brak scenariuszy. Przydałoby się tu jakieś urozmaicenie celów gry. Nie ważne ile mamy dodatków, zawsze aby wygrać, musimy załatwić tego ostatecznego złego. No ale co zrobić, taki urok gier hack & slash. Mimo wszystko czasami chciałoby się kogoś uratować lub odnaleźć jakiś artefakt aby zakończyć grę wygraną.


Podsumowując, Super Dungeon Explore: Forgotten King, to naprawdę udany tytuł. Pomimo kilku wspomnianych wad szczerze polecę go każdemu, kto chciałby wciągnąć się w świat gier przygodowych, a nie czuje się na siłach spróbować bardziej zaawansowanych tytułów. Trochę szkoda, że oczekiwany tryb arcade, nie jest tak ciekawy jak się zapowiadał. Nie zmienia to jednak faktu że tryb klasyczny w zupełności wystarczy i da nam naprawdę wiele godzin świetnej zabawy.

Plusy:
+ Rewelacyjne wykonanie (najładniejsza gra w mojej kolekcji!)
+ Stylistyka anime
+ Relatywnie proste zasady jak na tyle stron instrukcji
+ Mnogość różnych potworów i bohaterów (oraz ich unikalnych umiejętności)
+ Odczuwalny klimat
+ Admirał Puchaty Zadek! :-)

Plusy/minusy:
* Czas gry
* Dużo dodatków = dużo wydatków ;-)

Minusy:
- Niezbyt udany tryb arcade
- Brak różnych scenariuszy
- Rzucanie kostkami może stać się monotonne przy 6 godzinach gry




Dziękuję wydawnictwu Soda Pop Miniatures za udostępnienie gry
http://sodapopminiatures.com/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz