slider

piątek, 29 stycznia 2016

La Granja

Na rynku gier planszowych nie trudno znaleźć takie, które traktują o rolnictwie. Jest to jeden z popularniejszych tematów, zwłaszcza w grach typu euro. Mało tego, w Niemczech na przykład, gdzie tzw. eurosuchary cieszą się ogromną popularnością, agrokultura w grach cieszy się większym powodzeniem niż chociażby kosmos czy fantasy. Dlatego nie dziwi, że i w naszym kraju chętnie wydaje się nowe rolnicze tytuły. Jednym z nich jest chociażby nowość od wydawnictwa G3, czyli gra planszowa "La Granja", w której wcielimy się we właścicieli majątków ziemskich, położonych nieopodal wioski Esporles na Majorce. Jak tytuł wypada wśród tłumu innych gier euro o rolnictwie? Zapraszam do lektury.


Na początku warto powiedzieć kilka słów o wykonaniu gry. Nie jest to może najładniejsza gra świata, ale trzeba przyznać, że akwarelowe grafiki z pudełka i plansz idealnie do niej pasują i wprowadzają odrobinę klimatu majorkańskiej wsi. Ja wole co prawda nieco inny styl, ale za taką spójność graficzną należy się plusik. Karty, które w grze wykorzystujemy na 4 różne sposoby, wykonane są porządnie i wydają się trwałe. Szkoda tylko że nie ma na nich jakichś obrazków. Bardzo ciekawie zostały wykonane plansze graczy. Pierwszy raz widzę takie "zębate" tekturki w grze ;-) Pozwala to na uniknięcie bałaganu przy używaniu kart jako pomocników lub wózki. Świetna sprawa. Oprócz tego w grze znajdziemy jeszcze plansze główną, trochę drewna, tekturowe żetony i kostki. O ile graficznie nie odczujemy tu efektu WOW!, to nie będziemy raczej narzekać jeśli chodzi o jakość. Zachęcam do obejrzenia relacji z otwarcia pudełka. Tam zobaczycie wszystkie elementy.


La Granja, to zdecydowanie zaawansowany tytuł ze sporą ilością zasad. Dlatego też zaznaczam, że próba ich wyjaśniania w recenzji mijałaby się z celem. Na szczęście instrukcja jest dość przystępnie napisana i dość solidnie wszystko tłumaczy. Ja powiem tylko, że dla zapewnienia urodzaju naszej farmie, będziemy  rozgrywać łącznie sześć rund składających się z czterech poszczególnych faz:
  • Faza farmy: tutaj będziemy decydować w jaki sposób (jako pomocnika/wózek/pole/ulepszenie farmy) zagramy jedną z naszych kart. Oprócz tego przyjdzie nam pobierać przychody, prowadzić zbiory, rozmnażać świnie, a także kupować jeden z dostępnych kafelków dachu.
  • Faza dochodu: w grę wchodzi losowość, jako że rzucamy tu kostkami, które decydują o możliwych do wykonania akcjach. Każdy z graczy wybiera po kolei dwie kostki i wykonuje przypisane do nich akcje. Ponadto jedna kość pozostaje wspólna dla wszystkich graczy.
  • Faza transportu: tutaj przyjdzie nam podjąć decyzję o tym ile dóbr będziemy przenosić na wózek lub do miejscowych rzemieślników. Dostarczanie towarów daje nam punkty zwycięstwa, a w niektórych przypadkach także żetony dające dodatkowe zyski. Towary z wózka wywożone zostają na esporlański targ, gdzie zajmując jakiś stragan wyganiamy często sąsiadujących sprzedawców przeciwnika. Oprócz tego w tej fazie przyjdzie nam ustalać kolejność na następną rundę za pomocą toru sjesty.
  • Faza punktacji: otrzymujemy punkty zwycięstwa za zajęte przez nas stragany, pozycję na torze sjesty oraz wykładamy żetony dachów na następną rundę.
Po szóstej rundzie gra kończy się. Zamieniamy wtedy pozostałe zasoby na pieniądze, a pieniądze na punkty zwycięstwa. Gracz z ich największą ilością wygrywa.


Jak mówiłem nie jest to tytuł prosty. Polecam zwrócić uwagę na ogromną ilość dostępnych akcji i rozmaitych mechanik wykorzystanych w grze. Doświadczeni gracze z pewnością skojarzą podobne rozwiązania z gier Stefana Felda. Widać że autorzy inspirowali się jego grami. Nie jest to jednak koniec inspiracji. 4 sposoby na użycie kart w zależności od strony planszy - nie trudno tu zauważyć Carla Chudyka. Rynek Esporles? Ponownie Stefan Feld - tym razem z konkretną grą: Luna. Trzeba zaznaczyć, że autorzy nie kryją swoich inspiracji. Mało tego przed zastosowaniem mechaniki rynku, pytali o zgodę Stefana Felda. Taki mechaniczny misz-masz raczej nie bardzo odzwierciedla tematykę gry. Ciężko nazwać go też oryginalnym i nowatorskim. Za to trzeba przyznać, że różne mechaniki zostały tu zespolone wyjątkowo płynnie i w sposób zapewniający dużą grywalność. Zresztą kto by się spodziewał po eurosucharach odzwierciedlenia tematyki ;-)


W "La Granja" można grać w 2-4 osób. Przyznaję, że chyba najlepiej grało mi się właśnie w parze. Gra nic nie traci w mniejszą ilość osób, a do tego jej czas rozgrywki staje się bardziej przystępny. Oczywiście z racji dużej ilości potencjalnych akcji, trudno będzie uniknąć paraliży decyzyjnych. Dobrze, że autorzy zadbali o odrobinę interakcji na rynku w Esporles. Przez co nie do końca każdy gra sam sobie, co jest częstą przywarą sucharków. Karty i kości wprowadzają odrobinę losowości, ale raczej niezbyt naprzykrzającą się. Do tego unikalność każdej z 66 kart i cztery sposoby jej zagrania, znacznie zwiększają regrywalność tytułu.


Koniec końców, "La Granja" to bardzo dobra gra. Oczywiście zakładając, że lubicie eurosucharki. Raczej nie sprawi, że miłośnicy ameri odłożą swoje figurki do szuflad i będą już na zawsze majorkańskimi rolnikami. Jeśli natomiast nie przeszkadza wam kompletny brak klimatu w grach, to "La Granja" trafi w wasze gusta. Personalnie wolę gdy od gry nie zasycha mi w gardle, ale nawet ja doceniam jak solidną pozycją jest ten tytuł. I mimo, że nie nazwę go oryginalnym czy nowatorskim, to i tak chętnie rozegram od czasu do czasu partyjkę.

Plusy:
+ Bardzo grywalny mix mechanik
+ Dobre skalowanie na 2 osoby
+ Całkiem przyjemna doza interakcji jak na euro
+ 66 unikalnych kart potrafi zapewnić regrywalność

Minusy:
- Trochę za sucha




Dziękuję wydawnictwu G3 za udostępnienie gry
http://www.g3poland.com/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz