slider

wtorek, 26 stycznia 2016

Ku radości Pana, czyli jak pocieszyć mrocznego władce

Mroczny Pan miał jedno małe marzenie. Podbić cały świat. Za pomocą demonicznych sługusów, po wielu latach, w końcu dokonał tego. Niestety nie dało mu to tak wielkiej satysfakcji. Zwłaszcza że teraz nie ma już do czego dążyć. Jednak depresja Władcy Mroku to dość niebezpieczna rzecz. Niebezpieczna głównie dla jego sług, jako że to na nich będzie sobie odbijał kiepski humor. Dlatego też nadsługusy wpadły na pomysł bez żadnych wad. Cóż bowiem lepiej rozweseli Pana Zła niż piekielne zawody cheerleaderskie w układaniu wież z poddanych? No dobra ten plan ma jednak drobną wadę. Choćby odziać piekielne pomioty w najbardziej puchate pompony, to i tak nie sprawi to, że poziom ich agresji spadnie... Dlatego lepiej jest dobrze planować każdy ruch a co agresywniejsze sługusy wyganiać... prosto na wieże przeciwników.


Za polskie wydanie tej małej karcianki odpowiada Galakta, podczas gdy wydanie oryginalne wyszło ze stajni Atlas Games (znanych m.in.z gry "Gloom"). Większość produkcji wydawnictwa Atlas cechuje się prostymi zasadami oraz klimatycznym wykonaniem. Tak jest też w tym przypadku. O ile o zasadach opowiem w następnym akapicie, to już teraz zaznaczę, że dzieło Daniela Windfelda Schmidta zostało ozdobione rewelacyjnymi wręcz grafikami. Oczywiście ich czarny humor pewnie nie trafi do każdego, ale mnie jak najbardziej przekonuje. Do tego na kartach z wizerunkami naszych wiernych, choć odrobinę niesfornych sługusów, znajdziemy całą masę odniesień do popkultury (np. Nicerz lub Yodła). Każda z kart naszych podwładnych została dodatkowo okraszona klimatycznym żartobliwym tekstem (Świniolot: "Nie pytajcie jak wygląda Kotobus"). Bajka! Niestety żeby nie było zbyt kolorowo muszę wspomnieć, że karty mogłyby być ciut lepszej jakości. Z racji wszechobecnej czerni grozi im niestety wycieranie się. Sprawę najprawdopodobniej załatwiłaby lepsza (np. lniana) faktura papieru, a tak raczej sugeruje inwestycję w koszulki.


Pora na zasady. Każdy z graczy otrzymuje trzy karty/ W największym skrócie nasza tura składa się z zagrania karty, zagrania kolejnej karty, potencjalnego poruszenia nadsługusa, potencjalnego odrzucenia trzeciej karty i uzupełnienia ręki do trzech kart. Banalne. Warto jednak wspomnieć, że każdą kartę możemy zagrać nie tylko na swoją wieżę, ale też na konstrukcję przeciwnika. Dlatego też co bardziej agresywne bestyjki będą przechodzić od gracza do gracza, a całą sytuację zaostrzą dodatkowo miotane w te i we wte karty rozkazów. A wszystko po to, aby w momencie gdy na stosie dobierania pojawi się karta Zadymy (z ang. "Big Hairy Fight") agresja naszych potworów (oznaczona strzałkami) nie była skierowana w stronę swoich współtowarzyszy. Bowiem jeśli nasze monstra pozabijają się nawzajem, dziury w naszych wieżach spowodują ich zapadanie się, a wiadomo że im wyższa konstrukcja tym bardziej przychylne oko Mrocznego Władcy. Dodatkowo pod uwagę należy brać również cechy specjalne naszych sługusów takie jak np. Grubas (miażdży sługusa na którego spadnie), Lotnik (nie spada w wyniku grawitacji, chyba że nad nim znajduje się Grubas), czy Klaustrofob (ten ginie w momencie gdy jest otoczony z każdej strony). Cech jest dość sporo, na szczęście jednak zostały one rzeczowo wytłumaczone w instrukcji. Swoją drogą plus należy się również za dość żartobliwy sposób jej napisania. Od razu wiemy z jaką grą mamy do czynienia :-) Gra kończy się w momencie pojawienia się karty "Już tu jest" oraz rozpatrzeniu związanych z nią 3 zadym. Następnie liczymy punkty (stosując mnożniki zależne od pozycji naszego nadsługusa) i wygrywa ten kto zdobył ich najwięcej.


Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Ano całkiem nieźle. Zgodnie z przewidywaniami jest lekka gra z dużą dozą negatywnej interakcji i syndromu "A masz!". Dla mnie to plus, chociaż mam świadomość że takie ilości złośliwości w małej grze nie każdemu będą pasowały (ich strata :-P). Najłatwiej będzie ją chyba porównać do budowania domku z kart, przy założeniu, że macie karty, które przy każdej okazji próbują się rozedrzeć na strzępy ;-) Z racji sporego zakresu możliwej liczby graczy (2-6) warto wspomnieć też o skalowalności. W 3-6 osób gra sprawuje się bardzo dobrze. Może przy maksymalnej ilości staje się odrobinę zbyt chaotyczna jak na mój gust. Nie jest to natomiast tytuł do grania w parze. Wzajemne wymienianie się nieuprzejmościami w dwie osoby jest jednak trochę zbyt nużące. Zresztą z racji tematu i prostoty zasad grze bliżej jest do gry imprezowej. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy mieć w niej okazji do planowania i stosowania przeróżnych taktyk. Ba! W skrajnych przypadkach pojawić się mogą nawet paraliże decyzyjne (na szczęście bardzo rzadko). Miłym akcentem są dodatkowe warianty, które możemy znaleźć na końcu instrukcji. Będą to: Wieża Piekieł (w której usuwamy z talii karty zadym), Z dwojga złego (w której będziemy grać w dwuosobowych drużynach) oraz mój faworyt Szybki Pedro (bardziej imprezowy wariant, w którym budujemy wieże na czas, a pierwszy gracz który wyczerpie swoje karty krzyczy "Już tu jest", po czym następują zwyczajowe trzy zadymy). Dodatkowe tryby zdecydowanie zwiększają regrywalność tytułu i pozwalają na dopasowanie zabawy do konkretnych graczy. Naprawdę przyjemna sprawa.


Pora zatem na podsumowanie. "Ku radości Pana" to dobry tytuł, choć nie zupełnie pozbawiony wad. Na szczęście są to raczej kosmetyczne mankamenty, które nie psują radości z rozgrywki. Komu poleciłbym tę grę? Przede wszystkim fanom negatywnej interakcji. W tej grze będą oni mieli możliwość wyżycia się na współgraczach za wszystkie czasy. Do tego jeśli przy wyborze gry jednym z waszych kryteriów jest jej wygląd, a na dodatek lubicie czarny humor, to również jest to tytuł w sam raz dla was. Odradzam natomiast miłośnikom kooperacji i grania "każdy sobie". Dość szybko się bowiem zrazicie i całkiem niezła gra będzie się kurzyć na półce przez resztę wieczności.

W ramach bonusu wspomniany wcześniej Nicerz. Poznajecie?
Plusy:
+ Humor na kartach oraz w instrukcji
+ Sporo strategii jak na tak prosty tytuł
+ Piękne klimatyczne grafiki
+ Negatywna interakcja
+ Ciekawe dodatkowe warianty

Minusy:
- Nużąca w wariancie dwuosobowym
- Karty mogłyby być ciut lepszej jakości, jako że czarne obwódki lubią się wycierać




Dziękuję wydawnictwu Galakta za udostępnienie gry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz