slider

sobota, 5 grudnia 2015

Witajcie w post-eukaliptycznym świecie

Są różne sposoby skuszenia ludzi do wspierania kampanii crowdfundingowej. Aktualnie najlepiej sprawdzaja się figurki. Czasem są to doskonałe recenzje sław takich jak Dice Tower. Jeszcze w innych przypadkach dobrze działa popularny temat jak zombie czy cthulhu. Są takie gry które pociągaja świetną mechaniką. Dużo rzadziej pojawia się jednak gra z tematem tak absurdalnym, że po prostu nie możemy jej się oprzeć. Nie ukrywam, że tak zdarzyło się z grą "Karnivore Koala", w której wcielamy się w przywódców plemion krwiożerczych miśków, które w post-eukaliptycznym świecie (to nie przejęzyczenie) polują na zmutowane zwierzęta dla swojego króla. Trzeba przyznać, że Voodoo Games przeprowadziło kampanię wzorowo i nawet udało się im dostarczyć grę sporo przed planowanym czasem. Jednak czy absurdalny temat oraz dobrze prowadzona kampania wystarczą aby zapewnić grze popularność? Czy "Karnivore Koala", poza okazja do nadużywania słowa "bear" w żartach słownych, daje coś więcej? Zapraszam do zapoznania się z moją opinią.


Najpierw jednak trochę o zawartości pstrokatego pudełka z grą. Jak na grę karcianą przystało, znajdziemy tutaj oczywiście całą masę kart. Trzeba przyznać, że osoba odpowiedzialna za grafiki (Mihajlo Dimitrievski) spisała się na medal, gdyż koale są kolorowe, ładne i narysowane z humorem. Do tego jest ich całe mnóstwo. Również zmutowane zwierzaki są miłe dla oka i do tego całkiem zabawne. Faktycznie słowo "bear" jest tutaj mocno nadużywane i występuje na każdej karcie, często w iście sucharowych zestawieniach jak np. "bearon", "raven keepbear" lub mój personalny faworyt "bearbarian". Zwierzęta również zostały nazwane w żartobliwy-sucharowy sposób i w ten sposób powstały np. "salamingo" (połączenie salamandry z flamingiem) czy "oystrich" (małżo-struś).  Nie jest to może humor najwyższych lotów ale mimo wszystko bawi, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ze część nazw została wymyślona przez wspierających i jeśli wpadliśmy na jakiś smieszny pomysł to twórcy implementowali go w finalnym produkcie. Oprócz tego w pudełku natkniemy się na pięć niebieskich drewnianych kostek. Oprócz ładnego wykonania są na dodatek bardzo lekkie przez co nie hałasują tak mocno przy turlaniu. Oczywiście wśród zawartości znajduje się również instrukcja gry. Nie jest zbyt długa i skomplikowana, a do tego jest w niej sporo obrazków i przykładów.


Niezbyt skomplikowane są również zasady rozgrywki. Na początku każdy z graczy losuje kartę z królem swojego plemienia. Każdy jest inny i ma przypisaną unikalną umiejętność. Układamy je na stole przy czym pierwszy gracz (osoba, która ostatnio jadła mięso) kładzie swojego króla najwyżej, a kolejni gracze zgodnie z ruchem wskazówek zegara umieszczają swoich króli pod nim. Rozdajemy każdemu po cztery karty oraz wykładamy nad królami 3 karty ze zmutowanymi zwierzętami. W kolejności od lewej będą one przystawką, daniem głównym i deserem. Celem gry będzie upolowanie trzech mutantów. Aby tego dokonać będziemy musieli rzucić kostki, a następnie wyłożyć w swoim rzędzie odpowiednie miśki. Do dyspozycji mamy:
  • żółte "workbears" z symbolami zwierząt, które będą się musiały pokrywać z symbolami na karcie mutanta, na którego obecnie polujemy (po udanym polowaniu wykorzystany misiek idzie na stos kart odrzuconych)
  • niebieskie "villagebears" zapewniające nam rozmaite umiejętności (nie odrzucamy ich po wykorzystaniu)
  • pomarańczowe "huntbears", które po aktywacji dają nam włócznie potrzebne do polowania (odrzucane po użyciu)
  • fioletowe "backstabbears", czyli karty mieszające szyki naszym przeciwnikom. Jedyne karty, które możemy zagrywać niekoniecznie w naszej turze. Jednorazowe.

Niebieskie i pomarańczowe karty przeważnie wymagają aktywacji symbolami włóczni, koali, czaszki i korony z kostek. Oprócz tego na kostkach może wypaść symbol karty, pozwalający nam na dobranie nowego miśka. Jeśli nie posiadamy żadnego koali, którego możemy aktywować czaszką to i tak musimy przypisać ją do jakiegoś miśka i odrzucić go, lub jeśli nie mamy takiej możliwości czaszka zmniejszy nasz limit kart na ręce o jedną. Podobnie jak w np. "Potworach w Tokio" możemy przerzucać niesatysfakcjonujące wyniki. Pod warunkiem jednak, że odrzucimy jakaś kartę z ręki. Dopóki mamy karty, dopóty możemy przerzucać. W momencie gdy żółte karty pokrywają się z symbolami na kartach mutanta (pamiętając o kolejności posiłków) i aktywowaliśmy pomarańczowe karty dające nam łącznie 3 symbole włóczni (liczą się również nieprzypisane symbole z kostek), bierzemy kartę z odpowiednim zwierzakiem. W momencie gdy któryś z graczy upoluje sobie deser, gra natychmiast się kończy, a ten gracz zostaje zwycięzcą.


"Karnivore Koala" to gra bardzo lekka, szybka i do tego łatwa do wytłumaczenia. Mniej więcej takiego poziomu rozgrywki spodziewałem się zresztą wspierając projekt na Kickstarterze. Muszę jednak przyznać, że przy tym tytule mamy do czynienia wręcz z podwójna losowością. Losowo dobieramy karty, a za ich aktywacje odpowiedzialny jest rzut kośćmi. Mimo że nie mam nic przeciwko losowości w grach, to nawet dla mnie jest tu jej trochę za dużo. Minusem jest też zależność językowa. Nie jest ona duża, a napisy na kartach są z reguły banalne. Jednak większość żartów z miśkami jest niestety nie do przetłumaczenia przez co jeśli, któryś z naszych współgraczy kompletnie nie będzie znał angielskiego, to ominie go w zasadzie największa zaleta tej gry, czyli sucharowy humor.


Podsumowując, "Karnivore Koala" raczej nie będzie często lądował na moim stole, co nie oznacza że nie będzie się na nim w ogóle pojawiał. Tytuł z racji prostoty świetnie nada się do grania ze świeżymi planszówkowiczami oraz sprawdzi się w roli fillera/ciekawostki z graczami już wciągniętymi w nasze hobby. Miłośnicy sucharów i żartów słownych powinni być zachwyceni przynajmniej przez pierwsze kilka gier, podczas poznawania kart. Nie jest to tytuł, który koniecznie musicie sprowadzać z Niemiec, ale jeśli traficie na używaną wersję w rozsądnej cenie to śmiało możecie ją kupić i przetestować.

Plusy:
+ Bardzo ładne grafiki
+ Proste zasady i dynamika gry
+ Sucharowy humor w nazwach miśków...

Minusy:
-...który jest niestety raczej nieprzetłumaczalny
- Duuużo losowości (karty i kości)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz