slider

piątek, 18 grudnia 2015

Walk the Plank! (czyli jak zostałem członkiem najgłupszej załogi siedmiu mórz)

Weteran Kickstartera, Mayday Games, już dwa razy pozytywnie zaskoczył mnie swoimi niewielkimi tytułami. Do tej pory miałem okazję grać i recenzować grę "Get Bit!" (recenzja TUTAJ), w której uciekaliśmy przed rekinem rodem z klocków lego oraz piracką karciankę "Dead Man's Draw"(recenzja TUTAJ), będącą adaptacją popularnej gry na IOS. Wyobraźcie sobie moją reakcję gdy dowiedziałem się o grze "Walk the Plank!', która nie dość że jest osadzona w pirackich klimatach to na dodatek należy do tzw. trylogii "Get Bit!" (trzecim tytułem jest "Hold Your Breath!"). Klasyczny "must have"! Czy jednak tytuł, w którym wcielamy się w członków najgłupszej pirackiej załogi pod słońcem, usiłujących wypchnąć się ze statku na wszelkie możliwe sposoby, to nie odrobinę zbyt wiele nawet dla mnie? No cóż, przekonacie się o tym w recenzji.


Zanim przejdę do opisu rozgrywki i moich wrażeń po niej, klasycznie opowiem trochę o zawartości tego niewielkiego pudełka. Znajdziemy tutaj pirackie meeple w 5 kolorach, tekturowy pokład i trzy kafle desek, 5 zestawów po 10 kart, dużą płytkę z morskim potworem, który pożre nieostrożnych członków załogi, żeton przychylności kapitana oraz oczywiście instrukcję. Nie jest tego zbyt wiele ale za to całość została ślicznie wykonana, a i na jakość ciężko tutaj ponarzekać. Za grafikę na odpowiada Mike Groves i trzeba człowiekowi przyznać, że spisał się na medal.


A zatem przejdźmy do samej rozgrywki. Reguł nie ma tutaj zbyt wiele, a całość została zgrabnie opisana w instrukcji. Niemniej kilka słów przydałoby się o nich powiedzieć. Na początku rozdzielamy między graczy po trzy pionki danego koloru oraz odpowiadający im zestaw kart. Następnie układamy kafel pokładu i trzy płytki desek (na powyższym zdjęciu jakiś pirat zdążył uciąć jedną deskę ;-) ), prowadzące prosto w paszcze głodnego krakena. Kładziemy nasze meeple na głównym pokładzie, wybieramy pierwszego gracza (dajemy mu żeton przychylności kapitana) i możemy zaczynać. Każdy z graczy kładzie przed sobą trzy zakryte karty akcji w wybranej przez nas kolejności zagrywania. Pierwszy gracz odsłania kartę i wykonuje akcję. Następnie to samo robi po kolei każdy gracz (zgodnie z ruchem zegara). Gdy każdy z graczy zagra swoje trzy karty, żeton przychylności przekazywany jest przeciwnie do ruchu wskazówek zegara, gracze podnoszą użyte karty i zabawa zaczyna się na nowo. Warto zaznaczyć, że karty z trupią czaszką muszą przeczekać rundę zanim będziemy mogli wziąć je z powrotem na rękę i ponownie zagrać. Rozgrywka toczy się do momentu gdy na statku zostanie tylko dwóch piratów. Kontrolujący ich gracz/gracze wygrywają.


Można śmiało stwierdzić, że trzonem tej gry są rozmaite akcje, które przyjdzie nam wykonywać. Trzeba dodać, że są one obowiązkowe i jeśli można jakąś wykonać, to nawet jeśli sami sobie nią zaszkodzimy i tak musimy to zrobić. W grze będziemy mogli więc np. popychać w stronę krakena pionek gracza siedzącego po naszej lewej stronie, który niefortunnie znalazł się na tym samym polu co my. Możemy również popchnąć meepla gracza siedzącego po prawej lub dowolnego gracza. Będziemy mogli biegać po pokładzie, iść razem z kimś w stronę wody lub w stronę pokładu, doczepiać nowe deski i odcinać już istniejące (oj zdarzyło mi się podciąć deskę na której stałem...), a także szarżować w stronę wody przeganiając pionka znajdującego się bliżej niej prosto do oceanu (...a następnie wbiegałem przez tą akcję, ostatnim meeplem prosto w objęcia morskiej otchłani). 

Fakt, że akcje zagrywamy niejako w ciemno i próbujemy wyczuć ruchy przeciwnika, dodaje grze smaczku i wzmaga interakcję (nie oszukujmy się, zdecydowanie negatywną). Gdybym miał porównać ten mechanizm z inną grą, to najprawdopodobniej moim typem byłby Colt Express (recenzja TUTAJ), gdzie również mamy do czynienia z programowaniem w ciemno, chociaż na większą skale. W obu tytułach często plan idzie w łeb już w połowie rundy i znajdujemy nasze pionki w zupełnie innych miejscach niż zakładaliśmy. Dużym plusem "Walk the Plank!" jest niewątpliwie czas rozgrywki (ok. 20 minut). Ostrzegam jednak, że gra wciąga i wątpię czy poprzestaniecie na jednej partii. Jeden z moich współgraczy wysnuł teorię, że grę można wygrać wykonując tylko podstawowe akcje popychania i chodzenia, jednak szczerze mówiąc nie zgadzam się z tym, jako że zawsze znajdzie się ktoś kto utnie pod tobą deskę :-)


Prawdę mówiąc, nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń do tego tytułu. Owszem niektórym będzie przeszkadzać negatywna interakcja i duże dozy chaosu. Moim zdaniem w przypadku tego typu imprezówki jest to jednak raczej plus. Aby podsumować napiszę tylko, że gra podobała mi się jeszcze bardziej od "Get Bit!", a biorąc pod uwagę, że mieliśmy tam plastikowe roboty i rekina, to jest to niemały wyczyn ;-) Jedynym prawdziwym minusem jest tak naprawdę brak polskiego wydania i znikoma dostępność na rynku. Na chwilę obecną tylko Gamiko ma w swoim repertuarze ten tytuł, a i to kto wie jak długo. Jeśli więc szukacie jakiejś szybkiej imprezówki z elementami programowania w ciemno śmiało polecam "Walk the Plank!" Ty też możesz dołączyć do najgłupszej załogi siedmiu mórz ;-)

Plusy:
+ Krótki czas rozgrywki
+ Łatwe zasady
+ Przyjemna nieprzewidywalność programowania w ciemno
+ Świetne grafiki i solidne wykonanie

Minusy:
- Słaba dostępność na rynku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz