slider

piątek, 9 października 2015

Żółwie z Galapagos

Archipelag Galapagos. Nie bez powodu nazywany również Wyspami Żółwimi. To między innymi właśnie żółwie z tego rejonu natchnęły Karola Darwina do wysnucia teorii ewolucji. Jednymi z przedstawicieli lokalnej fauny są chociażby gigantyczne żółwie słoniowe. Na plażach wysp można się również natknąć na składające jaja majestatyczne samice żółwi morskich. Jeśli mamy wiele szczęścia, możemy nawet zobaczyć trudną i pełną wyzwań wędrówkę małych żółwików do morza.


Właśnie w morskie żółwie wcielimy się w grze planszowej "Żółwie z Galapagos", wydanej niedawno przez Egmont. Co ciekawe wg strony Board Game Geek, historia tego tytułu sięga roku 1974. Gra wydana została pod wieloma nazwami, m. in. Kangaroo, Generalovsky i Die heisse Schlacht am kalten Buffet. Zależnie od wersji, wcielaliśmy się w kangury, próbowaliśmy zdobyć jak najwięcej dań ze stolika bufetowego lub kolekcjonowaliśmy medale. Jak widać niektóre mechaniki pasują do każdego tematu. Ale czy tak stara gra wciąż ma prawo bytu w świecie nowoczesnych planszówek? Zwłaszcza jeśli kierowana jest do młodszych graczy, którzy przecież jeśli chodzi o gry zarówno bez prądu jak i z prądem, mają w czym wybierać? Na te pytania odpowiem w poniższej recenzji. Miłej lektury.


To co zastaniemy w pudełku możecie zobaczyć w poście z cyklu "Co w pudle piszczy" (TUTAJ). Ja natomiast napiszę tylko kilka słów. Ładnie wykonane drewniane pionki żółwi. Powinny być odporne nawet na najbardziej rozczarowanego przegraną malucha. Proste niebieskie kostki, które może nie wprawią nas w zachwyt, ale są funkcjonalne i pasują kolorem do tematu. Dobre jakościowo karty. Oprócz tego kolorowa, rzucająca się w oczy plansza przedstawiająca wyspę, dookoła której będziemy się ścigać. Pochwała dla wydawnictwa należy się za dwustronność planszy. Co prawda druga strona przedstawia tę samą wyspę nocą i nie wpływa na rozgrywkę, ale i tak jest to miły smaczek (wieczorami gramy właśnie na nocnej stronie). Natomiast małym minusem są dość podobne kolory dwóch żółwi, żółty i pomarańczowy. Mogą się łatwo pomylić, zwłaszcza w słabym świetle. Niemniej wykonanie jak najbardziej na plus.


Instrukcja nie zajmuje zbyt dużo miejsca, bo też i zasad nie ma tu wiele. Zresztą już nawet obrazki pokazują, że jest to gra celująca raczej w gusta młodszych wielbicieli gier planszowych, więc nie powinna być zbyt skomplikowana. Nasze żółwie wyruszają z tratwy i muszą opłynąć wyspę dookoła. Za każdym razem gdy miną lub staną na polu 21, dobierają leżącą na wierzchu kartę jaj, których ilość zadecyduje na koniec gry o wygranej. Poruszać będziemy się rzucając kostkami. Póki co nie zapowiada się zbyt ciekawie prawda? Tutaj wkrada się jednak mała niespodzianka: za każdym razem rzucamy jedną kostką, a następnie decydujemy czy chcemy rzucać kolejną. Dlaczego? Ponieważ gdy wyrzucimy więcej niż siedem, nasz żółw wraca z powrotem na tratwę. Do tego sumę oczek zawsze mnożymy razy ilość wykorzystanych kości. Mechanika "push your luck" wykorzystana w pełni ;-) Żeby tego było mało, w zasadach mamy kolejny mały twist: mechanikę znaną chociażby z pędzących żółwi i przebiegłych wielbłądów. Gdy wylądujemy na polu zajętym przez innego gracza, stawiamy nasz pionek na skorupie jego żółwia. Co nam to daje? Przede wszystkim darmową podwózkę. Oprócz tego to żółw na górze nadaje tempo i to gracz, który go kontroluje, będzie decydował iloma kostkami rzuca gracz znajdujący się na dole. Żeby tego było mało, to gdy taka żółwiowa wieża przekroczy pole 21, tylko żółw z góry dobiera kartę jaj. A zapowiadała się taka banalna gra, prawda?


Trzeba przyznać, że "Żółwie z Galapagos" okazały się wcale niebanalną grą, która mimo że jest kierowana głównie do dzieci, potrafi bawić też dorosłych. Ostatnio miałem zresztą okazję, wykorzystać ją nawet jako grę imprezową i okazał się to strzał w dziesiątkę. Warto wspomnieć także o skalowaniu, w przypadku Żółwi, im więcej jest graczy, tym przyjemniej się gra. Istnieje oczywiście możliwość grania w 2-3 osoby, jednak wtedy każdy kontroluje 2 żółwie. Może to okazać się odrobinę zbyt skomplikowane dla maluchów, ale po odpowiednim wytłumaczeniu zasad, nie powinno być z tym problemów. Zdumiewa też całkiem spora ilość kombinowania w tej grze planszowej. Czasem lepiej wybrać krótszy ruch, jeśli okaże się że dzięki niemu wylądujemy na cudzym żółwiu lub przepuścimy kogoś, by wziął niższą kartę. Dodatkowy plus należy się za wariant zaawansowany, w którym możemy pozbywać się niższych kart i dodawać ilość jaj do sumy oczek na kostkach, traktując karty jak kolejny rzut, także przy mnożeniu sumy oczek. To sprawia, że czasem będziemy bić się nawet o najniższe karty, bo poświęcając je łatwiej uzyskamy siódemki mnożone razy 3, czyli okrążymy dokładnie całą planszę.


Aby krótko podsumować powiem, że "Żółwie z Galapagos" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Spodziewałem się bardzo prostej gry dla dzieci, która okaże się zdecydowanie zbyt łatwa by grać w nią w dorosłym gronie. Zamiast tego otrzymałem produkt, który nie tylko daje frajdę w rodzinnym towarzystwie, ale potrafi zapewnić rozrywkę nawet wśród dorosłych graczy. Mimo swojego wieku ta planszówka wciąż jest całkiem całkiem żwawa i nic dziwnego, raz na jakiś czas, po zmianie tematu, jest wydawana na nowo. Jeśli więc lubicie mechanizm "push your luck", proste zasady i jeżdżące na sobie zwierzęta, powinniście dać szanse tym uroczym żółwikom.

Plusy:
+ Ładne wykonanie działające na wyobraźnię maluchów
+ Proste zasady
+ Mechanika, która mimo swej prostoty potrafi dać frajdę także dorosłym graczom
+ Ciekawy wariant zaawansowany

Minusy:
- Podobne kolory żółtego i pomarańczowego żółwika



Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/
Co sądzą inni:
Rodzinna rozrywka 24/7

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz