slider

środa, 7 października 2015

Potwory w Tokio

Japonia. Rok 2016. Centrum Tokio. Zwyczajny dzień, wypełniony dźwiękiem samochodów, widokiem spacerujących ludzi, zapachem spalin. Rutyna zostaje jednak drastycznie przerwana wyciem syren. W telewizji przestraszony prezenter podaje krótki komunikat: Nadchodzą! Potwory nadchodzą! Mija chwila i uciekające rzesze obywateli zaczynają odczuwać drżenie ziemi wywołane ciężkimi krokami. Już można zobaczyć ich monstrualne sylwetki nad dachami budynków. Każdy nadciąga z innej strony. Rozpoczynają walkę o tytuł króla... Króla Tokio!


W grze planszowej Potwory w Tokio (ang. King of Tokyo), bo to własnie ona zostanie dzisiaj zrecenzowana, wcielamy się w jednego z 6 monstrów, walczących ze sobą o dominację. Fabułę gry porównać można do specyficznych filmów pokroju "Godzilla kontra Mothra". Tytuł ten został wydany w 2011 roku, a jego autorem jest Richard Garfield. Możliwość grania w języku polskim zawdzięczamy wydawnictwu Egmont, które wydało ten tytuł w 2013 roku. Warto nadmienić, że gra została u nas na tyle dobrze przyjęta, że otrzymała tytuł Gry Roku 2014. Czy zasłużenie? Zapraszam do recenzji.


Wykonanie gry stoi na bardzo wysokim poziomie. Poszczególne elementy możecie zobaczyć w unboxingu TUTAJ. Całość prezentuje się rewelacyjnie, począwszy od dużych, ciężkich customowych kostek i przezroczystych znaczników energii (nazywanych przez nas cuksami), poprzez modularne planszetki potworów i ciekawie zdobione, niepowtarzające się karty, do naszych pionków, przedstawiających stojące maszkary. Cudo. Nie ma na co narzekać... przechodzimy dalej :-)


Do rozgrywki wprowadza nas przejrzyście napisana instrukcja. Sporo w niej obrazków, a dodatkowo jedną stronę poświęcono na wytłumaczenie co trudniejszych kart zdolności. Nauczenie się zasad trwa kilka minut, podobnie zresztą jak ich wytłumaczenie. Reguły gry nie należą bowiem do najtrudniejszych. Gracze wybierają swojego potwora, a następnie rzucają sześcioma kostkami. W zależności od wyniku rzutu, będziemy mogli czerpać odpowiednie korzyści. I tak wyrzucona na kości łapa pozwala nam wejść do centrum Tokio (jeśli nikogo tam nie ma)/zaatakować będącego tam potwora/zaatakować potwory poza centrum (jeśli to nasze monstrum znajduje się w centrum). Pioruny dają nam znacznik energii, które pozwolą nam zakupić karty umiejętności. Serce pozwala nam leczyć obrażenia pod warunkiem że nie znajdujemy się w centrum. Natomiast za wyrzucenie 3 takich samych cyfr otrzymamy odpowiednią ilość punktów zwycięstwa. Po pierwszym rzucie, możemy jeszcze 2 razy przerzucić dowolną ilość kostek, licząc na satysfakcjonujący wynik. Gra toczy się do momentu, w którym jeden z graczy uzbiera 20 punktów zwycięstwa, lub wybije przeciwników. To by było na tyle. Zasady proste, ale nie banalne. Bardzo ciekawie zastosowana mechanika "push your luck", inspirowana grą w kości, yahtzee czy innego generała. Do tego karty z umiejętnościami naszych bestii, każda inna i dająca spore korzyści. Nawet bez nich grało by się ciekawie, ale z nimi gra wchodzi na zupełnie inny poziom. W zależności od umiejętności naszych i przeciwników, inaczej będziemy planować rozgrywkę. Mając karty zapewniające dodatkowe obrażenia, będziemy nastawiać się na ostrą ofensywę. Jeśli karty zapewniają nam punkty zwycięstwa, gramy odrobinę bardziej defensywnie, usiłując jednocześnie przeszkadzać innym graczom. Niby to prosty tytuł ale jednak daje sporo możliwości. Generalnie gra się świetnie.


Jedyne do czego mogę się w kwestii mechaniki przyczepić jest eliminacja graczy. W momencie gdy stracimy nasze 10 punktów życia odpadamy z gry. O ile stanie się tak pod koniec gry, to można się z tym jakoś pogodzić. Jeśli natomiast odpadniemy jako pierwsi, będziemy się po prostu najzwyczajniej w świecie nudzić aż do wyłonienia zwycięzcy. Na szczęście gra nie jest długa, więc nie jest to aż tak uciążliwe. Mały minus należy się również za brak różnic między potworami. Poza wyglądem nie różnią się zupełnie niczym. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że został już wydany dodatek Doładowanie!, w którym ta sytuacja została zmieniona (niedługo pojawi się jego recenzja), ale w podstawowej wersji gry też przydałaby się choćby jedna unikalna umiejętność dla każdego z potworów. Oczywiście znajdą się przeciwnicy losowości. Wiadomo w grze bazującej na rzutach kośćmi i losowym wykładaniu kart, zawsze trochę jej będzie. Mi ona natomiast nigdy szczególnie nie przeszkadzała, zwłaszcza że z założenia ma to być lekka gra imprezowo-rodzinna, a nie taktyczna gra strategiczna.


Pora na podsumowanie. Potwory w Tokio to kawał dobrej gry planszowej. Idealnie nadaję się do gry z dziećmi, dając jednocześnie sporo frajdy dorosłym. Tytuł wprost kipi od klimatu więc miłośnicy wielkich walczących potworów będą wniebowzięci. Jest to też jedna z ciekawszych gier dla graczy początkujących i niedzielnych. Łatwość zasad i szybki setup pozwala zagrać nawet kompletnemu planszówkowemu nowicjuszowi, który dzięki temu może zainteresuje się światem gier planszowych i sięgnie również po cięższe pozycje. Tytuł Gra Planszowa roku 2014 moim zdaniem kompletnie zasłużony.

Plusy:
+ Klimat! Kto nie chce być demolującym Tokio potworem?
+ Wykonanie i grafiki
+ Łatwe zasady i szybki setup
+ Idealny tytuł do gry zarówno z dziećmi jak i dorosłymi

Plusy/minusy:
* Jak na grę kościaną przystało, mamy tu sporą dozę losowości

Minusy:
- Możliwość odpadnięcia w trakcie gry
- Brak zróżnicowania między potworami



Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz