slider

piątek, 2 października 2015

Mexica, czyli jak zostałem azteckim arystokratą

Rok 1325. Strudzone długą wędrówką azteckie plemiona dotarły nad jezioro Texcoco. Zgodnie z boską przepowiednią, to miała być ich ziemia obiecana, tu miał nastać kres ich podróży. Wyspa na jeziorze, nie była jednak rajem... przynajmniej jeszcze nie. Tutaj jednak pojawiasz się Ty: Pilli Mexica, aztecki arystokrata. Na rozkaz Tlaotlani, czyli azteckiego króla, będziesz się dwoił i troił aby wyspa spodobała się zarówno władcy jak i bogom.


Ale dosyć tej historii. Przejdźmy do tego co interesuje nas, wielbicieli gier planszowych najbardziej. Jak zapewne się domyśliliście, tematem dzisiejszej recenzji będzie gra Mexica, autorstwa duetu Kiesling-Kramer, wydana w Polsce przez G3. Warto zaznaczyć, że pierwsze wydanie tego tytułu na świecie, miało miejsce w 2002 roku. My natomiast otrzymaliśmy wydanie mocno odświeżone. Tak jak i Tikal (którego recenzję możecie przeczytać TUTAJ), ten tytuł również należy do tzw. "trylogii maski". Zresztą podobieństw między tymi dwoma grami planszowymi jest dużo więcej. Można to porównać do podobieństwa języka polskiego i czeskiego, niby wszystko rozumiemy ale nagle trafia nam się słowo, które brzmi tak samo w obu językach, a ma drastycznie różne znaczenie, przez co w konwersacji wychodzisz na durnia ;-) Koniec końców tytuły mimo pozornych podobieństw znacznie się różnią, Tikal przypadł mi do gustu, jak jest z Mexicą? Zapraszam do lektury.


O ile zawartość pudełka mogliście zobaczyć w unboxingu (TUTAJ), to nie byłbym sobą gdybym nie dodał kilku zdań o wykonaniu. A jest o czym mówić. A w zasadzie co chwalić. O ile już pierwsze wydanie gry wyglądało dobrze, to obecne jest po prostu przepiękne. Podoba mi się tutaj dosłownie wszystko, począwszy od pięknej, szczegółowej i solidnej planszy, poprzez urocze drewniane mosty i nasze meeple w azteckim nakryciu głowy, kończąc na gwoździu programu czyli rewelacyjnie wykonanym świątyniom, które są cięzkie, trwałe i po prostu piękne. Szczerze mówiąc to na chwile obecną nie widziałem równie ładnej reedycji jakiejś gry. Duży plus za wykonanie ;-)


Przejdźmy zatem do rozgrywki. Zasady zostały spisane na 8 stronach instrukcji, pełnej rysunków i przykładów. Całość została wytłumaczona bardzo dobrze, więc nie widzę sensu nadmiernego rozpisywania się o zasadach i napiszę tylko kilka zdań. Podobnie jak w Tikalu tutaj również autorzy gry postawili na punkty akcji. Mamy ich natomiast sporo mniej, bo tylko 6. Będziemy je przeznaczać m. in. na poruszanie się, budowanie kanałów, stawianie mostów, zakładanie calpulli (rejonów otoczonych kanałami) i wznoszenie świątyń. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość kupna punktu akcji, do wykorzystania na później. Punkty otrzymamy za założenie bądź bycie świadkiem założenia calpulli, a także dwa razy w ciągu całej rozgrywki, za ilość poziomów świątyń w naszym kolorze, znajdujących się w danym rejonie. Gra została w zasadzie wyprana z losowości. Tutaj nie będziemy dociągać losowo kafli terenu. Jedyne rzeczy wykładane losowo to żetony calpulli i neutralne świątynie w przypadku wariantu dla dwojga. Wpływa to jednak pozytywnie na regrywalność tytułu i kompletnie nie zmienia frajdy z rozgrywki.


Skoro już wspomniałem o wariancie dwuosobowym, to muszę przyznać, że bardzo przypadł mi do gustu. Polega on na wyłożeniu w losowych miejscach odpowiedniej ilości neutralnych świątyń. Tak prosty zabieg sprawia, że wyspa przestaje być zbyt duża w dwuosobowej rozgrywce i trzeba się czasem sporo nagłowić jak najlepiej umiejscowić własne świątynie i regiony, ponieważ neutralne świątynie liczą się przy podliczaniu punktów za duchową wartość (ilość poziomów świątyń).


Jeśli miałbym porównać do czegoś rozgrywkę w Mexice, to najprawdopodobniej było by to żonglowanie jedną piłką, dwoma maczugami, nożem i trzema pochodniami na raz. Wyspa jest całkiem spora, a my musimy pilnować na niej praktycznie wszystkiego. Oj trzeba myśleć przestrzennie. Strategii na wygraną jest multum. Możemy się skupiać na budowaniu rejonów, lub próbować doczepić się do budowy calpulli przez innego gracza. Możemy blokować innych świątyniami i podwójnymi kanałami.  Możemy bić się o duchową dominację w największym rejonie albo po stawiać świątynie w każdym możliwym miejscu. Oj dużo możemy. Jest to oczywiście spory plus, który może jednak wprowadzać przestoje analityczne. Nie zdarzają się jednak zbyt często


Podsumujmy więc: Mexica to naprawdę solidna gra planszowa. Trudno się w jej przypadku do czegokolwiek przyczepić. Jak już wspominałem, jest to jedna z najładniej wydanych reedycji gier, którą znam. Zasady są dość proste i przede wszystkim łatwe do wytłumaczenia. Podobieństw do Tikala jest na tyle dużo, żeby przyciągnąć jego fanów, a jednocześnie na tyle mało, żeby i jego przeciwnicy byli zadowoleni ;-) Losowości mamy tu tyle co kot napłakał, a w zamian mamy sporo bardzo fajnej negatywnej interakcji (pewnie ktoś będzie narzekał ale ja jestem zwolennikiem). Póki co trylogia maski idealnie trafia w moje gusta. Pozostaje tylko czekać, aż ktoś wyda w naszym kraju Javę.

Plusy:
+ Piękne, kolorowe, solidne wykonanie
+ Świątynie (są tak ładne, że zasłużyły na osobny plus)
+ Przejrzyste zasady jasno opisane w instrukcji
+ Cała masa potencjalnych strategii
+ Praktycznie zero losowości...
+ ..a przy tym wciąż spora regrywalność
+ Ciekawy wariant dwuosobowy
+ Sporo negatywnej interakcji


Dziękuję wydawnictwu G3 za udostępnienie gry
 



http://www.g3poland.com/
Co myślą inni:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz