slider

czwartek, 17 września 2015

Tikal, czyli archeologiczna wyprawa do Gwatemali

Dla większości ludzi Tikal to starożytne miasto Majów leżące w gwatemalskiej dżungli, gdzie archeolodzy natrafili na pozostałości piramidalnych świątyń. Miłośnikom gier planszowych, nazwa ta kojarzyć się jednak będzie również z tytułem pierwszej gry z cyklu tzw. "Trylogii Maski", autorstwa duetu Kramer i Kiesling. W tej grze planszowej dla 2-4 graczy będziemy kierować poczynaniami zespołów archeologów, którzy konkurując ze sobą, będą starali się odkryć jak najwięcej reliktów przeszłości. Warto nadmienić, że omawiany tytuł został pierwotnie wydany w 1999 roku oraz został uhonorowany najważniejszym wyróżnieniem w świecie gier planszowych, czyli Spiel des Jahres. Jeszcze do niedawna w Polsce mogliśmy grać w ten tytuł jedynie w obcojęzycznej wersji. Jednak po 15 latach za sprawą Egmontu, również i my możemy się cieszyć własną wersją językową. Czy warto było czekać? Czy gra z przed 15 lat wciąż bawi? O tym przeczytacie już za chwilę.


Oczywiście zawartość pudełka mogliście zobaczyć w unboxingu TUTAJ, to o samym wykonaniu należy wspomnieć dwa słowa. Całość nie różni się aż tak bardzo od wydania oryginalnego. Polski wydawca odświeżył nieco grafiki i zmienił pudełko, które swoją drogą podoba mi się bardziej niż starsze wydania. Egmont przyzwyczaił mnie już do solidnych wydań i Tikal też zasadniczo nie odbiega od tej normy. Muszę jednak zaznaczyć, że gdzieś w drukarni musiał się zalęgnąć chochlik, który poprzesuwał nadruki na kaflach. Prawdopodobnie mógłbym zgłosić się do wydawcy i otrzymać poprawnie nadrukowane elementy. Z drugiej jednak strony w moim egzemplarzu przesunięcia są niewielkie, a wpływ na rozgrywkę dość śladowy, a co za tym idzie nie upominałem się. Drobny niesmak jednak pozostaje.


Do polskiej instrukcji nie mam kompletnie żadnych zarzutów. Całość została doskonale przygotowana i w zasadzie po pierwszym przeczytaniu zasad wariantu podstawowego możemy usiąść z miejsca do gry. Mamy tu sporo przykładów i obrazków oraz bardzo przejrzyście opisane reguły. Z tego też powodu raczej nie będę tu opisywał dokładnego przebiegu rozgrywki, bo wątpię czy dałbym radę zrobić to jaśniej niż instrukcji, a ponadto mógłbym przez przypadek dodatkowo namieszać i stworzyć mylne wrażenie, że gra jest bardziej skomplikowana i trudniejsza do tłumaczenia niż jest w rzeczywistości. Napiszę więc tylko, że w swojej turze gracz najpierw dobiera kafelek planszy i kładzie go na pole sąsiadujące z już wyłożonym kaflem, a następnie ma do rozdysponowania 10 punktów akcji na eksploracje dżungli. Tutaj możliwości jest sporo. Będziemy mogli przemieszczać się po dżungli, wykładać na planszę nowych członków ekspedycji, odkopywać skarby i nowe poziomy świątyń, rozbijać nowy obóz lub wystawiać w świątyni strażnika. Poszczególne akcje i ich koszt mamy ładnie oznaczone na karcie pomocy.


W momencie gdy ktoś wyciągnie kafel wulkanu, gracze po kolei będą rozdysponowywać 10 punktów akcji i podliczać punkty. Wulkany mamy w grze trzy. Czwarte liczenie punktów następuje po wyłożeniu ostatniego kafelka dżungli. Punkty w grze dostajemy za kontrolowanie świątyń oraz posiadanie skarbów. Najlepsze w systemie "najpierw wykonujesz akcje, a potem liczysz punkty" jest możliwość punktowania jednej świątyni przez kilku graczy. System ten ma jednak jedną małą wadę: gracz, który wyciągnie wulkan będzie w lepszej sytuacji, jako że będzie potrzebował mniej punktów akcji do optymalnego punktowania. Na szczęście nie ułatwia to gry aż tak bardzo, a do tego rzadko się zdarzy, że wszystkie wulkany zostaną wyciągnięte przez tą samą osobę. 


Gra skaluje się całkiem znośnie. W przypadku gry w dwie osoby plansza może się jednak wydawać ciut za duża, a w przypadku gry na czterech graczy trudno jest o długo dystansowe plany. Mi najlepiej grało się w trzy osoby. Nie oznacza to jednak, że w innych wariantach było dużo gorzej. Dalej bawiłem się dobrze.


Generalnie rozgrywka w Tikal przypadła mi do gustu. Jest to gra planszowa, w którą chętnie zagram z zarówno graczami zaawansowanymi jak i początkującymi. Poziom rozgrywki porównałbym do połączenia Carcassonne i gry w warcaby ;-) Mamy tu sporo losowości (nie wszystkim to będzie pasować, chociaż moim zdaniem nie jest jej za dużo) oraz duża dawkę planowania i kombinowania (bardziej analityczni gracze mogą wpaść w mały paraliż decyzyjny ale też nie zdarza się to zbyt często).


Podsumowując muszę przyznać, że Tikal się nie zestarzał. Gdybym usiadł do tej gry, nie znając jej historii, to pewnie byłbym bardzo zaskoczony jej wiekiem. Miło jest pomyśleć, że jeśli ktoś wymyśli tytuł naprawdę dobry to pozostanie on grywalny i będzie wracał na stoły graczy nawet po 15 latach. Wiem że bardzo chętnie zagram w ten tytuł praktycznie z każdym, a gdy będą u mnie goście, dla których gra planszowa to Chińczyk i Grzybobranie, Tikal będzie lądował na stole o wiele częściej niż np. Osadnicy z Catanu, których do tej pory najczęściej używałem jako wprowadzacza.

Plusy:
+ Ładne, odświeżone wykonanie, które mimo wszystko nie zmieniło oryginału za bardzo (jeśli coś jest dobre to po co to zmieniać ;-) )
+ Świetny wstęp do świata gier planszowych
+ Całkiem znośne skalowanie
+ Proste zasady bardzo dobrze wyjaśnione w instrukcji
+ Wariant zaawansowany dla bardziej wymagających

Plusy/minusy:
* Odrobina losowości
* Potencjalne paraliże decyzyjne wynikające z dużej ilości możliwych akcji

Minusy:
- Wpadka wydawnicza w postaci lekko przesuniętego nadruku na kaflach


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/
Co sądzą zaprzyjaźnione blogi:
Sterta Gier

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz