slider

środa, 15 lipca 2015

Człekokształtny na uczłowieczaniu, czyli recenzja gry planszowej "Tytus, Romek i A'Tomek"

Kilka dni temu, w poście z cyklu "Co w pudle piszczy" ukazał się unboxing (możecie go obejrzeć tutaj) gry planszowej "Tytus, Romek i A'Tomek". Minął jakiś czas i miałem okazję sporo pograć w ten tytuł. Co za tym idzie przyszła pora na podzielenie się wrażeniami z rozgrywki i przemyśleniami na temat tej gry. Zapraszam więc do lektury.


Zanim przejdę do samej rozgrywki warto wspomnieć kilka słów na temat jakości wykonania gry. Przede wszystkim Egmontowi należą się komplementy za bardzo dobrze wykonaną robotę. Wszystkie tekturowe elementy robią wrażenie bardzo solidnych, bez żadnych kłopotów wychodziły ze sztanc i prawdopodobnie bez żadnych problemów przetrwają próbę czasu. Miłym akcentem ze strony wydawcy było też wrzucenie do pudełka woreczków strunowych, co ułatwia nam utrzymanie porządku. Jeśli chodzi o wygląd elementów, to tutaj również należą się komplementy, ale to nie powinno akurat dziwić, skoro ilustracje zostały przygotowane na podstawie komiksów Papcia Chmiela.


Pora zatem powiedzieć słów kilka o samej grze. Warto zaznaczyć że jest to implementacja gry Dream Factory, autorstwa Reinera Knizii (swoja drogą czasem zastanawiam się czy ten autor nie ma czasem armii klonów, które projektują dla niego nowe gry ;-) ). W oryginale tworzyliśmy z różnych elementów (muzyka, aktorzy, itp.) filmy, tutaj natomiast staramy się złożyć jak najlepsze komiksy. Aby tego dokonać musimy za pomocą debilarów wylicytować jak najlepsze składniki naszego arcydzieła. Będą to m. in. miejsca, teksty, bohaterowie i stwory. Żaden tytusowy komiks nie obędzie się też bez przedziwnego wehikułu wymyślonego przez Profesora Talenta. 


Same zasady są bardzo proste i do tego bardzo przejrzyście i lekko opisane w instrukcji. Na początku musimy rozłożyć wszystkie elementy (kokosy i ordery) na odpowiednich miejscach (powyżej rozłożenie elementów w grze na 2 graczy), rozdać każdemu po 12 debilarów i 3 startowe karty komiksów. Ten kto ostatnio czytał komiks z Tytusem, otrzymuje figurkę z Papciem i możemy zaczynać grę.
Gra składa się z 4 rund i na początku każdej z nich będziemy wykładać nowe żetony na planszę. Na każde pole akcji (oznaczone na planszy cyfrą) wykładamy odpowiednią ilość odkrytych fragmentów komiksów. Pola oznaczone literką "P", to pracownia Papcia Chmiela i tam wykładamy zakryte żetony (ilość równa liczbie graczy). Pole z literką "L", to laboratorium Profesora Talenta, gdzie wyląduje w każdej rundzie wysokopunktowany pojazd startowy (m. in. Rozalia).
W każdej rundzie będziemy próbować zdobyć jak najlepsze żetony z poszczególnych pól, zaczynając od laboratorium i idąc po kolei zgodnie ze strzałkami. Fragmenty komiksu leżące w laboratorium i na polach akcji zdobywamy poprzez licytację. Zaczyna ją osoba z figurką pierwszego gracza, a następnie kolejny (zgodnie z ruchem wskazówek zegara) gracz decyduje czy przebija lub pasuje. Licytujemy wszystkie żetony z danego pola. Zwycięzca płaci debilarami, które po równo dzieli między innych graczy (niepodzielny nadmiar trafia do banku i czeka na następną licytację). Do niego trafi również figurka Papcia, wiec on będzie teraz licytował pierwszy.
W pracowni natomiast każdy gracz będzie mógł wybrać sobie po jednym żetonie (odsłaniamy je przed podejmowaniem decyzji). Pierwszy dobierać będzie ten, kto ma na swoich komiksach najwięcej gości i bohaterów.


Po zdobyciu żetonów, musimy położyć je na odpowiednim miejscu na naszych kartach komiksów. Warto pamiętać, że nie mamy możliwości przechowywania żetonów "na później", a niewykorzystane elementy muszą trafić do pudełka. Natomiast jeśli uda nam się zdobyć jakiś wysokopunktowany element, to zawsze możemy go podmienić z tym, który już leży na karcie (stary element trafia do pudełka).
Gdy uda nam się skończyć komiks, podliczamy punkty i bierzemy z planszy odpowiedni żeton kokosa. Warto ukończyć ich jak najwięcej, gdyż tylko zakończone komiksy liczą się w końcowym podliczaniu punktów. 


W końcowym rozrachunku będą się również liczyć ordery (widoczne powyżej). Będziemy je otrzymywać w trakcie rund (za pierwszy skończony komiks z danego bohatera lub pierwszy komiks z tytułową trójką), pod koniec pierwszych trzech rund (za najlepszy komiks - jeden komiks może otrzymać ten order więcej niż jeden raz) oraz pod koniec ostatniej rundy (cała reszta). Najciekawszym orderem jest zdecydowanie "Fu! Ohyda", który przyznawany jest za komiks z najmniejszą ilością punktów. Taki komiks w odpowiednich okolicznościach może dać nam całkiem sporo punktów i zaważyć o zwycięstwie. 
Grę wygrywa osoba która po czwartej rundzie będzie miała najwięcej punktów.


To tyle jeśli chodzi o zasady. Całość da się wytłumaczyć w mniej niż pięć minut. Gra toczy się bardzo szybko i mogą w nią grać zarówno dorośli jak i dzieci. Z uwagi na prostotę "Tytus, Romek i A'Tomek" świetnie spełnia swoją rolę jako gra familijna, chociaż i starzy planszówkowi wyjadacze z pewnością będą się nieźle bawić przy tym tytule.
Największym plusem tej gry są zacięte licytacje, w których nigdy nie wiemy jaką cenę osiągną żetony. Wartość zawsze będzie uzależniona od potrzeb i czasem zdarzy się, że kupimy 3 dobre żetony za 3 debilary, a pojawią się również momenty, w których za jeden średni żeton zapłacimy ich dziesięć.
Kolejny plus to właśnie system krążenia debilarów. Po każdej licytacji zmienia się struktura bogactwa graczy, więc cały czas będziemy mogli planować następne licytacje i nigdy nie zostaniemy wyłączeni z gry na dłużej.
Jak to często bywa w przypadku gier licytacyjnych, najlepiej gra się w większą ilość osób. Na dwie osoby gra się nieźle, ale cały czas wiemy ile druga osoba ma debilarów, przez co gra staje się dość przewidywalna.


Paradoksalnie chyba tak naprawdę jedynym minusem tej gry jest trochę za mało Tytusa w Tytusie... Pomimo wszystkich znajomych postaci, szalonych pojazdów i stworów, wydaje mi się, że gdyby gra byłaby o czymś zupełnie innym też bawilibyśmy się przy niej bardzo dobrze. Mam małą i cichą nadzieję że w przyszłości zostanie wydana kolejna gra na podstawie twórczości Henryka Jerzego Chmielewskiego ale tym razem np. przygodowa. Na chwilę obecną jednak bardzo chętnie pogram w ten tytuł i wiem, że będę się przy tym świetnie bawić.

Plusy:
+ zacięte licytacje
+ cyrkulacja debilarów
+ świetne grafiki
+ bardzo solidne tekturowe elementy
+ prostota zasad
+ wartość sentymentalna

Minusy:
- mało Tytusa w Tytusie, czyli gra mogłaby być o dowolnej tematyce
- przewidywalna gdy gramy w dwie osoby


Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie gry

http://egmont.pl/

2 komentarze:

  1. Zastanawiałam się długo, czy warto zainteresować się w ogóle tym tytułem (poza tym, że jest tam Tytus <3 ). Teraz wiem, że chętnie w nią zagram ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja jak najbardziej zachęcam do wypróbowania. Pomijając Tytusa, to po prostu wykorzystane w grze mechanizmy są bardzo dobrze przemyślane.

    OdpowiedzUsuń