slider

poniedziałek, 1 czerwca 2015

[Co w pudle piszczy] Magnum Sal

Nadszedł jeden z najbardziej oczekiwanych przez najmłodszych dzień w roku. Z tej okazji postanowiłem pochwalić się prezentem, który otrzymała moja lepsza połówka, a mianowicie grą Magnum Sal, autorstwa duetu Marcin Krupiński-Filip Miłuński. Tytuł ten został wydany przez Gry Leonardo, które najwyraźniej postanowiło się wyspecjalizować w grach traktujących o Polsce (no może poza Nehemiaszem). Nie inaczej jest w przypadku Magnum Sal, w której wcielamy się w średniowiecznych górników z Wieliczki (jak zresztą sama nazwa wskazuje.. po łacinie oczywiście).


Zanim jednak przedstawię wam przemyślenia na temat samej gry, chciałbym pokazać szybko zawartość tego prostokątnego (co w czasach ujednolicania opakowań wydaje się wręcz rewolucją) pudełka. Przede wszystkim, po rozpakowaniu natrafiamy na dużą i obszerną instrukcję. Zanim jednak się przerazicie jej objętością, napomknę tylko że jest zredagowana w trzech językach i ma sporo obrazków.


Kolejny element znaleziony w pudełku to 4 tekturowe sztance z rozmaitymi żetonami. Są tutaj:
  • podłużny żeton szybu kopalni
  • 24 żetony królewskich zamówień
  • 18 żetonów kopalni
  • 21 kart narzędzi
  • żetony pieniędzy (5x50 groszy, 5x20 groszy, 10x5 groszy, 10x3 grosze, 15x1 grosz)
  • znacznik gracza rozpoczynającego fazę
Wykonano je z grubej tektury i dość łatwo wyciąga się je ze sztancy. 


Pod sztancami znajdujemy prostokątną, składaną na pół planszę, przedstawiającą średniowieczną Wieliczkę. Wygląda to bardzo ładnie, chociaż niestety wciąż nie udało mi się jej jeszcze rozłożyć na stole tak aby nic nie odstawało. Do tego myślę, że gdyby była składana na cztery, pudełko mogłoby być troszkę mniejsze.


Ostatnim elementem znalezionym w pudełku z grą, jest woreczek strunowy pełen drewnianych znaczników. Znajdziemy tutaj:
  • 40 górników (meeple znane chociażby z Carcassonne, w nieco rzadziej spotykanych kolorach)
  • drewniane kostki soli w trzech kolorach i niebieskie kostki symbolizujące wodę
  • 2 drewniane walce służące za znaczniki w karczmie i w zamku

Jeśli powyższe zdjęcie budzi w was lęk przed nadmiarem hulającego powietrza, to myślę że kolejne zdjęcie was uspokoi. Po wrzuceniu wszystkich elementów do pudełka nie jest wcale źle. Szkoda tylko, że skoro wydawnictwo pomyślało o jednym woreczku strunowym, to nie wpadło na pomysł dołożenia większej ich ilości na wszystkie elementy.


W tym momencie chętnie przeszedłbym do wrażeń z pierwszej rozgrywki... ale niestety pewne czarno-białe stworzenie wyrażając swoją pełną aprobatę dla tego tytułu, przy okazji zablokowało mi chwilowo możliwość ogrania Magnum Sal. Dlatego zapraszam na pełną recenzję już niedługo, żebyśmy mogli się przekonać, czy ten kot ma nosa do dobrych gier, a może po prostu marzy mu się wycieczka do Wieliczki.


2 komentarze:

  1. Gra grą, ale kot najlepszy.
    Sam tak usiadł, czy został przymuszony do pozowania? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, koty i kartony wzajemnie się do siebie przyciągają i kompletnie nie trzeba ich do niczego przymuszać :D A im mniej się kot mieści na/w kartonie tym bardziej chce spróbować dlatego z reguły nie zostawiam gier bez nadzoru na stole ale tutaj jakoś tak wyszło :)

      Usuń