slider

środa, 18 marca 2015

[Co w pudle piszczy] Unboxing gry Origin wydawnictwa Matagot

Dolny paleolit. Wczesne formy hominidów dopiero zaczynają korzystać z kamiennych narzędzi. Następnie migrują coraz dalej i dalej aby ostatecznie podbić wszystkie kontynenty. Cała ta przygoda zaczyna się w Afryce, a jej przebieg (mniej lub bardziej zgodny z archeologicznymi przesłankami) odtwarzamy w grze Origin. Zanim jednak zacznę się rozwodzić nad mechaniką, plusami i minusami, czy przejrzystością instrukcji, postanowiłem najpierw pokazać jakie wspaniałości drzemią w tym kolorowym pudełku:


Pudełko średnich rozmiarów zostało ozdobione ilustracją przedstawiającą dzieci różnych ras w trakcie rozgrywki w... Origin. Od razu można zauważyć że jest to gra raczej familijna. Oprócz tego widzimy też nazwisko twórcy, bardzo ładne logo gry (które będzie się też przewijać na innych elementach) oraz logo firmy Matagot, znanej w Polsce między innymi z Cyklad i Takenoko. Gry tego wydawnictwa kojarzą się przede wszystkim z bardzo ładnego wykonania. Otwórzmy zatem pudełko, aby przekonać się czy tak jest również i w tym przypadku.


Na pierwszy rzut idzie plansza przedstawiająca przybliżoną mapę świata podczas Plejstocenu. Kontynenty ozdobione są prostymi i miłymi dla oka rysunkami zwierząt i roślin. Plansza jest twarda, solidna, kolorowa i już przy pierwszym rozłożeniu idealnie płasko przylega do stołu.


Następnie widzimy dwustronnie zadrukowaną planszę nagród. Strona widoczna na zdjęciu wykorzystywana jest do standardowej rozgrywki, a z rewersu korzystamy w wariancie junior. Będą na niej lądować karty oraz żetony innowacji, które zobaczyć można na kolejnych zdjęciach:


Jako że jest to wydanie wielojęzykowe, otrzymujemy cztery zestawy kart (niestety gra nie została jeszcze wydana w języku polskim). Karty występują w trzech różnych kolorach i zostały wykonane bardzo solidnie.


Powyżej widzimy wspomniane wcześniej żetony innowacji, żetony cieśnin oraz terenów łowieckich. Z ręką na sercu zaświadczyć mogę o ich solidności. Zostały nadrukowane na dobrej jakości tekturze i wydaje mi się, że bez najmniejszych problemów przetrwają próbę czasu.


Podobnie jak w przypadku kart, producent nie dołączył do gry instrukcji w polskiej wersji językowej. Zadbał o to sprzedawca. Niestety, załączona przez niego instrukcja jest wydrukowana na średniej jakości papierze a na dodatek w wersji czarno-białej. Na szczęście instrukcja jest również dostępna w formacie pdf więc możemy zainwestować trochę pieniędzy i wydrukować ją samemu.


Przyszła pora na gwóźdź programu a mianowicie pionki. Nie ukrywam, że to własnie one skusiły mnie do zakupu. Są po prostu przepiękne. Chyba najładniejsze z jakich miałem przyjemność korzystać. Wykonano je z drewna i mimo swoistej etnicznej prostoty, widać że zadbano przy ich produkcji o każdy szczegół.


Nieco mniej spektakularnie wyglądają żetony wiosek ale i one wydają się być na pierwszy rzut oka wykonane solidnie i z trwałych materiałów. Dostajemy je w czterech kolorach, a każdy z nich symbolizuje innego gracza. Przyznaje, że trochę mierzi mnie ich pstrokatość ale podejrzewam, że z czasem się do niej przyzwyczaję... przynajmniej jak długo nie będę grać kolorem różowym.


Na koniec zamieszczam zdjęcie przedstawiające wszystkie elementy ułożone w odpowiednim dla nich miejscu w wyprasce. Trzeba przyznać, że jak na tak relatywnie małe pudełko, ich ilość naprawdę robi wrażenie.

Zatem podsumowując, gra Origin jest naprawdę solidnie wydanym produktem. Śmiało można stwierdzić, że jeśli "kupujemy oczami", to w tym przypadku na pewno się nie zawiedziemy. Czy jednak przyjemność rozgrywki idzie w parze z wrażeniami estetycznymi, czy raczej familijność produktu sprawi, że będzie on niegrywalny dla dorosłego gracza? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć już niedługo w pełnej recenzji Origin.

2 komentarze:

  1. Wow, cudnie wydana gra. Jak się domyślasz trafia oczywiście na listę obserwowanych. Jak złapiemy jakąś promocję to kto wie... :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczuwałem, że docenisz. My kupowaliśmy właśnie na rebelowej styczniowej wyprzedaży za ok 70 złotych to żal przecież było nie brać.

      Usuń