slider

niedziela, 22 marca 2015

Recenzja gry Origin wydawnictwa Matagot

Kilka dni temu opublikowałem unboxing gry Origin. Firma Matagot słynąca z przepięknych wydań nie zawiodła nas i tym razem. Jako, że o jakości i estetyce gry rozpisywałem się już w poprzednim poście, dzisiaj przejdę od razu do rozgrywki.

Od tego malucha wszystko się zaczęło

Przede wszystkim już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z tytułem familijnym. Grafika na pudełku sugeruje nawet, że głównym odbiorcą produktu są dzieci. Moim zdaniem jest to gra trafiająca w obie te grupy. Standardowe zasady idealnie nadadzą się dla starszych dzieci i dorosłych. Wariant junior, z mniejszą ilością zasad, powinien doskonale sprawdzić się przy graczach młodszych (na pudełku zaznaczono, że gra nadaje się dla dzieci od lat 9 ale myślę, że w wariancie junior nawet młodsze pociechy powinny znaleźć sporo frajdy). W swojej recenzji skupię się jednak na klasycznym wariancie, ponieważ nie mam zbyt wielu możliwości grania z tak małymi dziećmi.

Ledwie zeszli z drzew, a już się porozłazili po trzech kontynentach
Po rozłożeniu planszy oraz przygotowaniu żetonów cieśnin, terenów łowieckich, innowacji oraz kart nagród, na samym środku mapy kładziemy najmniejszego człowieczka (jego kolor nie ma żadnego znaczenia). Następnie każdy z graczy wykonuje akcję "ewolucji", czyli stawia na polu sąsiadującym z pierwszym, bądź dowolnym innym pionkiem postawionym wcześniej, wioskę w naszym kolorze oraz pionek wzięty z puli. Ewolucja to dość trafna nazwa, ponieważ pionek, który stawiamy musi mieć dwie cechy(kolor,wysokość i grubość) wspólne z tym z sąsiedniego regionu. Dodatkowo, jako że chodzi tu o ewolucję, a nie regres,  wzrost i grubość naszych pionków może być równy bądź o jeden poziom większy.
W kolejnych turach gracze mogą wykonywać również akcje migracji i zamiany. Ta pierwsza polega na przesunięciu swojej wioski. Odległość o jaką przesuwamy pionek jest zależna od jego wzrostu (najniższy przesuwa się o jedno pole, najwyższy o dwa). Zamiana natomiast pozwala na zajęcie miejsca, na którym znajduje się już wioska innego gracza. W myśl zasady "duży może więcej", to czy możemy wykonać tą akcję zależne jest od grubości naszego pionka. Niezależnie od tego, którą akcję wykonamy, zostaniemy za nią nagrodzeni. W zależności od koloru pola, na którym postawimy naszą wioskę, będziemy mogli wybrać kartę odpowiedniego koloru i żetony innowacji z planszy nagród.

Na strudzonych wędrowców czekają nagrody
Karty dzielą się na trzy typy:
-karty akcji - możemy z nich skorzystać jednorazowo
-karty efektu stałego - w momencie ich użycia korzystamy z nich już do końca gry
-karty celu - są na nich zadania, za których wykonanie otrzymujemy punkty

Żetony innowacji poza tym, że dostajemy za nie punkty, pozwalają nam na użycie kart efektu stałego.

W ciekawy sposób została tutaj ograniczona losowość. Jeśli chcemy, możemy zrezygnować z wzięcia żetonu innowacji i w zamian dociągnąć trzy karty, a następnie wybrać jedną z nich.
Gra kończy się w przypadku gdy zostanie dociągnięta ostatnia karta danego typu, zabraknie żetonów innowacji, wyczerpią się zapasy pionków lub gdy wszyscy gracze wykorzystają swoje wioski. Wtedy następuje podliczanie punktów za wszystkie zdobyte żetony innowacji, terenów łowieckich i cieśnin oraz spełnienie celów z fioletowych kart a następnie ogłoszenie zwycięzcy.

Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Przede wszystkim, pomimo że jest to tytuł familijny, gra pozwala nam dążyć do zwycięzca na wiele sposobów. Od nas zależy czy skupimy się na kartach celu czy raczej postanowimy zająć wszystkie tereny łowieckie. Oczywiście nie jest to mózgożerna gra gdzie nad każdą akcją zastanawiamy się przez pół godziny. Jest to tytuł lekki i szybki. Nie mniej warto docenić sporo możliwości jakie mamy w tej grze. Występuje tutaj też trochę negatywnej interakcji między graczami (akcja zamiany) ale nie jest jej na tyle dużo aby przeszkadzała jej przeciwnikom. Origin skaluje się całkiem nieźle ale przyznam, że mi trochę bardziej przypadła do gustu rozgrywka na 3-4 osoby.

Podsumowując, Origin to świetnie wydana gra. Poza solidnym i klimatycznym wykonaniem oferuje nam również całkiem przyjemną strategiczną rozgrywkę. Mimo, iż osobiście preferuje raczej bardziej skomplikowane tytuły, to przyznaje, że przy tym tytule również bawiłem się przednio. W kategorii gier familijnych Origin plasuje się więc w mojej personalnej czołówce.

Plusy:
+przepiękne wykonanie
+dużo sposobów zdobywania punktów
+możliwość zredukowania losowości
+nieprzesadna ilość negatywnej interakcji
+...naprawdę przepiękne wykonanie (poważnie, to chyba najładniejsza gra w jaką grałem)

Plusy/minusy:
*jako, że jest to tytuł familijny, to dla niektórych graczy będzie za prosty


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz