slider

środa, 25 marca 2015

Recenzja gry Ewolucja: Pochodzenie gatunków

Parę milionów lat temu pierwsze zwierzęta wyszły z praoceanu na ląd i zaczęły rozprzestrzeniać się po nim, adaptując się do różnorodnych warunków. W to przynajmniej wierzą ewolucjoniści (w tym i autor recenzji). Temat ten porusza również gra Ewolucja: Pochodzenie gatunków, wydana w Polsce przez wydawnictwo G3. Od razu zaznaczam, że zapaleni kreacjoniści jak najbardziej też mogą bawić się przy tym tytule o ile nie przeszkadza im, że zamiast jednego wszechmogącego stwórcy jest ich od 2 do 4, a każdy z nich próbuje stworzyć najwredniejsze, najsprytniejsze i najbardziej przystosowane stworzenie, często kosztem konkurencji.

Na tym zakończę dywagacje na temat personalnych poglądów graczy i przejdę do formy w jakiej otrzymujemy grę. Całość opakowana jest w ładne, proste i wytrzymałe pudełeczko o wyjątkowo kompaktowych rozmiarach. Jest to spory plus, gdy zdarza nam się wyprowadzać gry w teren, do znajomych, do knajpy lub do pociągu. Zawartość kartonika to 84 dość solidne karty o prostych grafikach nawiązujących do ich funkcji, 25 znaczników żywności (przy grze na 4 osoby może okazać się, że jest ich trochę zbyt mało), dwie miniaturowe kostki do gry oraz instrukcję. Gra jest wydana naprawdę ładnie i prosto. Produkt sprawia naprawdę dobre wrażenie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę niewielką cenę produktu (niecałe 40 zł).

Znaczniki pożywienia oraz miniaturowe kosteczki
Przejdźmy zatem do rozgrywki. Mechanika jest bardzo prosta: gra składa się z rund, a każda z nich jest podzielona na cztery fazy:
  1. faza rozwoju
  2. faza określania zasobów żywności
  3. faza żywienia
  4. faza wymierania gatunków
Krótko opiszę każdą z nich. W pierwszej naprzemiennie tworzymy nasze zwierzęta, wykładając dowolną kartę odwróconą rewersem z jaszczurką do góry oraz dodajemy już istniejącym stworzeniom dodatkowe cechy. Tych jest całe mnóstwo i nowego gracza mogą przyprawić o zawrót głowy. Nasz zwierzak może stać się drapieżcą i zjadać inne stworzenia. Może zyskać jedną z wielu cech ułatwiających mu polowanie bądź obronę przed drapieżnikami np. ostry wzrok umożliwiający zjedzenie zakamuflowanego zwierzęcia lub odrzucenie ogona pozwalające na unikniecie schwytania. Możemy sprawić też, że nasi podopieczni nauczą się działać razem, dokładając im karty kooperacji, komunikacji i symbiozy. W grze występuje również typowy element podrzucania przeciwnikowi świni, która w tym przypadku okazuje się być... pasożytem. Pasożyt zwiększaja wymagania żywieniowe stworzonka. Jak już pisałem opcji jest multum. Gdy gracze wyłożą wszystkie karty z ręki lub spasują, przechodzimy do fazy określania zasobów żywności. Gracz, który zaczynał rundę rzuca jedną lub dwiema kostkami, a do wyniku dodaje dodatkowy modyfikator wynikający z ilości graczy Końcowa suma to ilość czerwonych znaczników pożywienia, która będzie dostępna w tej rundzie dla naszych zwierzaków. Tutaj istnieje spora losowość. Może się okazać, iż jedzenia będzie tak mało, że choćbyśmy nie wiem jak się trudzili nie każde stworzenie będzie miało okazję się najeść lub będzie go tak dużo, że każdy stwór nasyci swój głód nawet bez używania cech specjalnych. W fazie żywienia po kolei każdy z graczy pobiera znacznik pożywienia z banku, mając na uwadze cechy specjalne swoich zwierząt lub wykonuje inną akcje wynikającą z tychże cech. W fazie wymierania sprawdzamy które zwierzę nasyciło swój głód pamiętając, że niektóre cechy np. zwiększona masa ciała lub tasiemiec, zwiększają nasze potrzeby. Te z niewystarczającą liczbą znaczników jedzenia niestety giną i ich karty wraz z wszystkimi cechami lądują na naszym prywatnym cmentarzysku czyli stosie kart odrzuconych. W tym momencie gracze dobierają karty i cała zabawa zaczyna się na nowo. Gra kończy się w momencie gdy zabraknie kart do dobrania. Wtedy następuje ostatnia runda, po której podliczamy punkty zwycięstwa. Punkty otrzymujemy za każde stworzenie, które przetrwało do końca gry oraz za wszystkie jego cechy. Dodatkowo każda cecha, która sprawia, że nasz zwierzak musiał jeść więcej, jest warta tyle punktów o ile zwiększała jego wymagania żywieniowe. W ten sposób pasożyt może okazać się mieczem obosiecznym gdyż daje aż dwa dodatkowe punkty przeciwnikowi.


Zasady są bardzo łatwe do przyswojenia, zwłaszcza po kilku partiach, gdy poznamy już dostępne karty. Niestety, mimo prostej mechaniki w instrukcji znalazło się sporo niejasności, a opisy poszczególnych cech nie zawsze były łatwe do zrozumienia i jednoznaczne. Na szczęście G3 poradziło już sobie z tym problemem udostępniając na swojej stronie ulepszoną wersję instrukcji oraz nowe wersje niektórych kart, które możemy wydrukować i nakleić na odpowiedniki w naszej talii. Szkoda, że nie udało się tego jednak ominąć przy pierwotnym wydaniu produktu.

Krótka ale niestety nie do końca jasna instrukcja
Podsumowując, Ewolucja jest grą prostą, lekką i przyjemną. Duża ilość cech daje naprawdę dużo możliwości, a żadna z nich nie jest na szczęście przesadzona i nie pozwala na stworzenie nieśmiertelnego super zabójcy. Mało tego, grę da się wygrać nawet bez tworzenia drapieżnika. Temat rozwoju gatunków sprawia, że gra może też pełnić funkcję edukacyjną dla nieco młodszych graczy. W Ewolucję można grać w 2-4 osób ale na podstawie moich doświadczeń twierdzę, że najlepiej sprawdza się w wariancie 3 lub 4-osobowym. Na 2 osoby gra staje się dość przewidywalna, a całość rozgrywki sprowadza się do ostatniej rundy. Co ciekawe istnieje też możliwość grania w nawet 8 osób poprzez połączenie dwóch gier. Niestety nie miałem okazji testować tego wariantu ale jako że mam dostęp do drugiej talii na pewno kiedyś spróbuję i podzielę się wrażeniami.

Plusy:
+ kompaktowe pudełko
+ solidne wykonanie
+ dość niska cena
+ ciekawa tematyka
+ dużo możliwości
+ możliwość połączenia dwóch gier
Minusy:
- niezbyt dobrze skonstruowana instrukcja
- pewne niejasności na kartach
- słabe skalowanie na 2 osoby


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz